"Zegarmistrz"

Data: 16.11.2013 20:51


"Świat jest teatrem, aktorami ludzie,
Którzy kolejno wchodzą i znikają."

William Shakespeare, "Jak wam się podoba?"

Wbrew tytułowi wpis ten nie będzie dotyczył wcale ministra Nowaka. W teatrze, który chcę opisać, jest to postać drugoplanowa lub wręcz statysta, używając poprawnej terminologii. A będzie to wpis o teatrze - chciałbym przedstawić wam recenzję sztuki pt. "Zegarmistrz", która odgrywana jest w Teatrze Narodowym na Wiejskiej od dwóch dni.

Już jakiś czas temu premier zadeklarował rekonstrukcję rządu. Zarzuty dotyczące głównego rekwizytu sztuki - zegarków ministra - mogły być sformułowane bardzo dawno, gdy sprawa ta ujrzała światło dzienne i była nagłaśniana nawet przez mainstreamowe media. Tak się nie stało. Premier pomyślał więc: jak sprawić by rekonstrukcja rządu "dobrze wypadła"? By "wycisnąć" z niej jak najwięcej? Nagle pojawiają się więc znikąd zarzuty, minister bez zająknięcia odgrywa swoją rolę: podaje się do dymisji i zrzeka immunitetu. To on jest teraz księciem na białym koniu, a premier dobrym i mądrym królem. Co z tego, że pewnie i tak minister byłby wymieniony na dniach? W teatrze polityki liczy się to, by zrobić to w wielkim stylu! Tak, by ekipa rządząca wyglądała na sprawiedliwą, a krytycy i widzowie oszaleli z zachwytu. Show must go on.

W całej "aferze" dominującej ostatnio w mediach nie ma nic więcej. To teatr. Zwykła gra, w której to premier jest tytułowym "zegarmistrzem", a zarazem autorem i reżyserem scenariusza. Nie widzę sensu, by debatować nad tym i doszukiwać się "drugiego" dna. Kryzysu rządu, czy wprost przeciwnie - jego "odrodzenia", które miałoby nastąpić niczym feniks z popiołów. Zakładam, że "Zegarmistrz" nie obejdzie się bez happy end'u - ministra Nowaka sąd i tak uniewinni, gdy nikt już o niczym nie będzie pamiętał.

4 sierpnia 2011 roku premier przyjął dymisję Bogdana Klicha, ówczesnego Ministra Obrony Narodowej. Bogdan Klich podał się do dymisji na długo po tym, jak opozycja sformułowała wobec niego zarzuty dotyczące tragedii 10 kwietnia. Scenariusz przedstawienia i reżyseria były identyczna - minister i tak miał podać się do dymisji, ale rozegrano to tak, by "ładnie wyglądało".

Dziwi mnie więc, gdy w mediach nawet politycy opozycji wydają się nie dostrzegać (lub nie chcą), że jest to pokaz i nic więcej. Za kulisami sceny toczy się zwykła, polityczna gra. A tymczasem na innej scenie - przy której nie ma żadnej kamery - trwa Szczyt Klimatyczny, tworzy się budżet dotyczący wszystkich obywateli, negocjuje się zmiany w OFE. Ta scena nie ma nawet dobrego naświetlenia, nie mówiąc o widowni. Teatr - jak i kino - to rozrywka. Widz zdaje sobie sprawę, że nic co dzieje się na scenie lub ekranie nie dzieje się naprawdę. Więc czy ktoś w Polsce wierzy, że "rekonstrukcja" rządu to coś więcej, niż teatr?

Na koniec czuję się w obowiązku podkreślić przewagę demokracji bezpośredniej nad systemem władzy teatralnej. W demokracji bezpośredniej personalia nie odgrywają prawie żadnego znaczenia. Do tego stopnia, że rząd w Szwajcarii tworzą od lat te same partie (tzw. "Magiczna formuła" - zachęcam do sprawdzenia), a w wyborach bierze udział 20% obywateli. Dużo mniej, niż w referendach, które mają doniosłe znaczenie dla całego społeczeństwa. W związku z tym debata publiczna dotyczy rzeczy istotnych.

Jest jednak pewna nadzieja. Żadna dobra sztuka nie odbywa się bez nabitej strzelby zawieszonej na ścianie, która spoczywa tam aż do końca czwartego aktu. Pytanie najważniejsze brzmi zatem: która z postaci "Zegarmistrza" sięgnie po strzelbę?