Zamaskowani bohaterowie

Data: 14.11.2013 17:43

W związku z niedawnymi ekscesami w trakcie demonstracji narodowców powrócił pomysł, by zakazać zasłaniania twarzy uczestnikom manifestacji. Miałoby to przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa w trakcie demonstracji i ułatwić pracę policji. Ponownie pomysłodawcą jest Strażnik Konstytucji - Prezydent RP. W mojej opinii jest to kolejny przejaw ograniczania swobód obywatelskich oraz demokratycznych praw na podstawie pojedynczego zresztą incydentu. Rozważmy kilka argumentów przeciw temu rozwiązaniu:

1. Napadającego na bank nie karze się za to, że założył kominiarkę. Karze się go za to, że napadł na bank.

2. Nigdy do niczego dobrego nie prowadzi rozciąganie pojedynczych incydentów na obraz całościowy. Dotychczas ekscesy zamaskowanych "demonstrantów" odnotowano tylko i wyłącznie w przypadku marszu narodowców 11 listopada. Czy jest to podstawa, by formułować obowiązujące powszechnie prawo? Czy pojedynczy wypadek samochodowy skłania władze do delegalizacji używania samochodu w Polsce? Mam nadzieję, że nie.

3. Prawo do zasłaniania twarzy w trakcie demonstracji jest prawem podobnym do tajności głosowania w czasie wyborów. Po stronie obywatela jest to prawo, a nie obowiązek. Nie każdy musi zasłaniać twarz na manifestacji, ale osoby, którym grozi odpowiedzialność (np. zawodowa, zwłaszcza gdy pracują w urzędach państwowych) chętnie korzystają z tego uprawnienia. Moim zdaniem należy im się ono w pełni. Jest to zresztą odpowiedź na krążący w Internecie argument, że "jeśli ktoś protestuje przeciwko czemuś to powinien to robić z odsłoniętą przyłbicą". Ja odpieram: tę samą logikę można zastosować w czasie wyborów i znieść konstytucyjną tajność głosowania. A jednak nie ma takich planów. Nawiasem mówiąc, argumenty te podnoszą zazwyczaj osoby nieuczestniczące w demonstracjach.

4. Proponowana nowelizacja jest rodzajem odpowiedzialności zbiorowej czyli rozciągnięciem konsekwencji pojedynczego incydentu na wszystkich, niczemu niewinnych obywateli. Niedawno miał miejsce w całej Polsce Marsz Miliona Masek - czy którykolwiek z manifestantów naruszył porządek publiczny? Nie. Należy sobie zadać pytanie, czy w ogóle sprawcy niedawnych incydentów byli tak naprawdę uczestnikami manifestacji. Nie przypominam sobie, by atak na ambasadę czy podpalenie tęczy znajdowały się w zgłoszeniu manifestacji - ergo, w mojej ocenie, te osoby nie były już w tej chwili jej uczestnikami.

5. Jak zauważa Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, policja ma tak czy siak prawo wylegitymowania (poznania tożsamości) osób uczestniczących w manifestacji, które zagrażają życiu i zdrowiu. Tymczasem przebieranie się (w tym zasłanianie twarzy) jest w wielu przypadkach konkretną formą sprzeciwu, jak i wiąże się z tym aktem często konkretna ideologia - np. Ruchu Anonimowych. Pogląd ten podzielił Trybunał Konstytucyjny w 2004 roku.

6. Policja może chodzić nieumundurowana i kryć się przed obywatelami w cywilnych strojach, lecz obywatele mają być "jawni" i w każdym momencie gotowi do zatrzymania i postawienia przed sąd? Czy nie jest to postawienie spraw na głowie, a zarazem dowód strachu władzy przed własnymi obywatelami? Wyrazem braku zaufania wobec każdego demonstranta w każdej sprawie?

Osobiście jestem zwolennikiem liberalizacji prawa zgromadzeń. Za tej kadencji, rok w rok, jest ono ograniczane. Nie mamy już prawa do spontanicznej manfiestacji - czyli wyrażenia jasnego, dobitnego sprzeciwu wobec nagłej decyzji władz. Każda demonstracja musi być zgłoszona trzy dni przed jej rozpoczęciem. Są też pierwsze ofiary tego prawa - np. Jakub Król, organizator protestów antyACTA. Chyba większość zgodzi się ze mną, że niektóre decyzje władz podejmowane są spontanicznie lub - jak w przypadku ACTA - "wypływają" z opóźnieniem. Budzi to zresztą wątpliwości co do jawności i transparentności działania organów państwa w Polsce.

W komiksach zamaskowani, anonimowi obywatele ratują świat w obliczu nieudolnego aparatu państwowego. W całym demokratycznym świecie obowiązuje odwrotna hierarchia wartości - to państwo jest w pełni jawne, transparentne i stale pod lupą obywateli. To anonimowi obywatele inwigilują państwo, a nie państwo anonimowych obywateli. W Polsce - jak zwykle - wszystko na głowie.