Strach

Data: 20.11.2012 23:29

Ten post nie będzie o polityce, a przy najmniej nie wprost.

W piękny listopadowy dzień wybrałam się z Synkiem na spacer. Chodziłam jedną z wybranych tras, boczną, ale zamieszkałą uliczką. Tak jest zdrowiej dla dziecka. Wzdłuż tej ulicy domy stoją tylko po jednej stronie. W pewnym momencie jedna posesja się kończy, a kawałek do następnej działki wypełnia łąka taka sama jak po przeciwnej stronie na całej długości ulicy. Jak już wspomniałam, jest środek dnia, piękna, słoneczna pogoda. Pcham wózek przed siebie. Maluch śpi. Nagle widzę jak z jednego z ogrodów wychodzi dwóch facetów-obwiesi. Są na tyle daleko, że nie potrafię określić ich wieku. Idą spokojnie, ale ja zaczynam się bać. Patrzę czy ktoś idzie za nimi, oglądam się za siebie. Wszędzie pusto. Przez głowę przechodzi mi myśl, aby zawrócić na główną ulicę, ale to za daleko. Idę więc pewnie przed siebie. Panowie są jakieś 100 m przede mną. Nawet nie popatrzyli w naszym kierunku. Skręcili dróżką w pola.
Zaczęłam się zastanawiać skąd ten strach? Kiedy on się narodził? Może jest związany z wiekiem? Czym człowiek starszy, tym ma większą wyobraźnie? Może przyczyna leży w macierzyństwie? Taka insynktowna chęć obrony potomstwa?

Jeszcze parę lat temu często wracałam do domu w środku nocy na nogach. Szłam sama, ciemną ulicą. Mijałam miejscowe spelunki, a okoliczni żule mnie pozdrawiali. Fajnie było mieć w tej podróży towarzystwo. Jednak jeśli go nie było, to nigdy nie pomyślałam by wsiąść do taksówki, tak dla bezpieczeństwa.
Dziś nie chciałabym wracać sama w nocy niezależnie od tego jakiego miasta ulicą bym szła.
Może ktoś powie, że to strachy na lachy. Może jednak to odwaga aby o tym pisać/mówić?