Spisek prochowy

Data: 21.11.2012 00:30

Niedawno minęła 407 rocznica nieudanego spisku prochowego. W nocy z 4 na 5 listopada 1605 roku ujęto w podziemiach angielskiego parlamentu Guy'a Fawkesa. Zamachowca schwytano obok 36 beczek z prochem. Jego celem było wysadzenie budynku i uśmiercenie króla Jakuba I, przedstawicieli szlachty, biskupów oraz członków Izby Gmin. Jak na ironię, 407 lat później ujęto w Polsce Brunona K. - naszego "rodzimego" Guy'a Fawkesa. Brunon K, przygotowujący do podobnego zamachu 4 tony materiałów wybuchowych, został już osądzony przez media. Wydano wyrok: nacjonalista, zbrodniarz, terrorysta, psychopata. Politycy prześcigają się w komentarzach kto zostałby bardziej narażony w przypadku gdyby do polskiego spisku prochowego jednak doszło. Nikt natomiast nie wnika w pobudki kierujące spokojnym, wykształconym człowiekiem, wykładającym na uniwersytecie, który nagle, znikąd postanawia uśmiercić kilkaset osób. Powodem jest niewątpliwie skumulowana frustracja, lecz taka frustracja, którą od jakiegoś czasu odczuwamy wszyscy. Każdego dnia pokornie odbieramy "z góry" za pośrednictwem mediów informacje o tym, co nas czeka w przyszłości. Wyższe podatki oraz rosnące koszty utrzymania to już norma. Mamy postępujące wrażenie coraz większej utraty kontroli nad własnym życiem i otoczeniem. Potajemnie, za naszymi plecami przemycane są ustawy dotyczące udostępniania danych personalnych, obowiązkowych szczepień czy dopuszczenia do obrotu produktów genetycznie modyfikowanych. Opozycja śpi, a o kolejnych rewelacjach dowiadujemy się przypadkiem i post factum. Wydłużenie wieku emerytalnego i odrzucenie wniosku dwóch milionów ludzi w sprawie referendum było ukoronowaniem obywatelskiej niemocy i braku jakiejkolwiek kontroli. Dla porównania można dodać, że na koalicyjny PSL zagłosowało w ostatnich wyborach 1,2 milionów wyborców. W tym wszystkim nie byłoby nic konfliktogennego gdyby nie fakt, że jednocześnie politycy coraz bardziej oddalają się od społeczeństwa. Podwyższane są diety i wynagrodzenia posłów, zwiększane są przywileje. Posłowie coraz chętniej zasłaniają się immunitetami. Wystarczy spojrzeć na pierwszą reakcję na próbę zamachu: "należy zwiększyć ochronę". Czyli de facto jeszcze bardziej odciąć się od swoich wyborców za kordonem ochroniarzy. Naturalnie należy też rozszerzyć inwigilację i ograniczyć swobody obywatelskie, aby do podobnych zdarzeń nigdy więcej nie doszło. Spójrzmy prawdzie w oczy: staliśmy się więźniami tych, których wybraliśmy bo na ich decyzje nie mamy najmniejszego wpływu, nie możemy ich nawet odwołać i wymienić. Kontrast „my” i „oni” wzmaga frustrację. Ale jest jeszcze coś. W obecnym ustroju wtłacza nam się codziennie "demokrację" oraz "poprawność polityczną" - w pracy, w telewizji, w radio, podczas jazdy samochodem. Jaką „demokrację” skoro nigdy nie mieliśmy okazji za czymkolwiek zagłosować, o czymkolwiek zadecydować, cokolwiek zmienić choćby w najbliższym otoczeniu. Wielu posłów zdradziło nas już na kilka dni po wyborach, przechodząc do innej partii. Całkowicie porzucili światopogląd, który popierali wcześniej i dziś głosują w parlamencie według uznania swojego nowego, partyjnego lidera. Oczywiście o obietnicach wyborczych lepiej nie wspominać. Nadal pozostają nieodwoływani. Można wydzwaniać codziennie do swojego "przedstawiciela" w okręgu, ale co do zasady biura poselskie nie odbierają telefonów. Apele do Prezydenta przesłane pocztą pozostają bez odpowiedzi, a maile wysłane do ministerstwa są natychmiast przenoszone do "kosza". Nie mamy prawnej możliwości niczego zmienić sami, ponieważ bezmyślnie wybieramy raz na 4 lata swoich dyktatorów. Różni ludzie reagują na podobne poniżenie i niemoc w sposób odmienny - brak demokracji w Polsce i Europie prowadzi do postępującej " breivicyzacji" społeczeństw. Jeden szary obywatel dokona samopodpalenia pod kancelarią premiera, drugi pójdzie z nożem na biuro poselskie, trzeci zgromadzi cztery tony materiałów wybuchowych, a czwarty za granicą otworzy ogień do młodzieży na zamkniętej wyspie. Pora to wreszcie powiedzieć otwarcie: to zachowanie polskich polityków stworzyło Ryszarda C. i Brunona K, podobnie jak europejskie elity władzy stworzyły Andersa Breivika i stały się winne tragedii na wyspie Utoya. Agresja będzie wzrastać, więc jeśli chcemy przerwać eskalację gniewu musimy przede wszystkim skupić się na naprawie demokracji, a nie na otaczaniu polityków kolejnymi kordonami ochrony. Na zakończenie warto jeszcze przypomnieć, że po nieudanym spisku prochowym w 1605 roku król Jakub I dożył co prawda śmierci naturalnej, lecz jego następca był jedynym brytyjskim władcą obalonym i ściętym. Miejmy tę kolej rzeczy na uwadze.