Skąd się bierze pieniądz i dlaczego rodzi inflację?

Data: 06.09.2012 17:16

Chyba nic tak nie leży u podstaw naszego pojmowania świata jak pieniądz. Od najmłodszych lat, wmawia nam się że wszystko da się załatwić za pomocą pieniędzy i wszystko się do nich sprowadza. Za pieniądze można sobie kupić dobrobyt. A gdzie są pieniądze? W bankach. A kto rządzi emisją pieniądza? Pewnie skarb państwa... W tym artykule pokażę, że ludzie bardzo mało wiedzą o pieniądzu, a powyższe stereotypowe spojrzenie na to pojęcie jest błędne. Historia pieniądza zaczyna się już u naszych przodków, którzy wymieniali pomiędzy sobą potrzebne im towary. Tak narodził się handel. W końcu pewne towary stały się tak pożądane, że była pewność że zawsze będzie można je wymienić na dowolny towar. Tak narodziły się pierwsze pieniądze. Tymi towarami były np. muszelki, nasiona, świecidełka, zwierzęta, przyprawy oraz... złoto i srebro. Te dwa ostatnie metale miały szereg zalet, których nie miały inne formy pieniądza. Były przede wszystkim łatwe w obróbce, nie psuły się, nie mogły zniknąć, zachorować czy umrzeć (jak zwierzęta) ani się zużyć. Zaczęto więc przetapiać te metale na monety, z celów praktycznych. Powstaje pytanie: co nadawało wartość monetom stworzonym z tych metali? Odpowiedź: ich rzadkość. Złoto i srebro są rzadkie, a przez to pożądane. By zwiększyć ilość monet trzeba było wydobyć więcej metalu. Nie było innej metody. Dzięki temu nie było inflacji. Przechowywanie dużych ilości monet było niebezpieczne. Dlatego powstały pierwsze banki. Idea była taka, że każdy mógł zdeponować swoje pieniądze w skarbcu bankowym, który trudno było okraść. Każdy kto zdeponował monety, otrzymywał kwit bankowy będący dowodem wpłaty. Okazało się, że ludzie zaczęli pomiędzy sobą wymieniać się (handlować) tymi kwitami bo było to wygodniejsze. Nie trzeba było nosić worków z pieniędzmi i mozolnie odliczać należność, wystarczyło wręczyć kwit na te monety. Papierki te miały wartość, bo zawsze można było wymienić je na fizyczne złoto i srebro w banku. Tak powstały pieniądze papierowe. Ten system świetnie działał, dopóki nie doszło do Wielkiego Kryzysu w 1929 roku w USA. Wtedy FED doszczętnie okradł społeczeństwo amerykańskie i zniósł częściowo parytet złota. Ostatecznie w 1971 roku prezydent Nixon zniósł go całkowicie. Od tej pory pieniądze nie miały pokrycia w złocie. Tak powstał pieniądz fiducjarny. W Polsce z przyczyn politycznych wyglądało to nieco inaczej, ale nasze złotówki też nie mają dziś w niczym pokrycia. I tak zaczęły się nasze problemy. Powstaje pytanie: co nadaje wartość współczesnym pieniądzom? Odpowiedź: umowa pomiędzy ludźmi którzy umówili się, że te papierki są wymienialne na dowolne towary. Wartość generuje też to, że to państwo zmusza nas do akceptowania ich jako środek płatniczy. Dlatego na banknotach jest napis: "banknoty emitowane przez Narodowy Bank Polski są prawnym środkiem płatniczym w Polsce". Oznacza on, że jako obywatele tego kraju musimy się posługiwać tym pieniądzem. Wobec tego kto wprowadza pieniądze do obiegu? Intuicja jest taka, że pewnie robi to Ministerstwo Finansów. Po prostu włączają drukarki i już... Ale tak nie jest. Może nie będę tłumaczył historii banków (albo to zrobię w innym poście), ale to prywatne banki komercyjne tworzą pieniądze z powietrza. By było zabawniej, mogą to zrobić na kilka sposobów. Oznacza to, że możliwość kreacji pieniądza jest w rękach właścicieli banków. Czyli ich akcjonariuszy, więc de facto osób prywatnych. Tak, tak: to osoby prywatne mają władzę nad kreowaniem pieniądza. Przedstawię najprostszą metodę jako przykład. Obywatel X idzie do banku i wpłaca na rachunek 1000 zł. Bank jako instytucja teraz te pieniądze ma prawo inwestować. Przychodzi do banku obywatel Y i chce kredyt w wysokości 1000 zł. Bank daje mu kredyt, czyli w istocie dodaje(czyli kasa się bierze z powietrza) na jego konto 1000. Teraz nasz Y wyciąga kasę (fundusze biorą się od X) i ją wydaje. Krąży ona w obiegu aż znów ląduje w banku, który ją inwestuje tak na nowo. Czy to znaczy, że gdy nasz X zechce wyciągnąć pieniądze z banku to ich nie otrzyma? Nie. Otrzyma je, bo będą one zabrane od jeszcze innego klienta. W ten sposób bank wygenerował ponad 1000 (1000 + odsetki od kredytu) z powietrza. A zarobił jeszcze więcej, bo kasa która znów wylądowała w banku jest dalej inwestowana. Osoba bystrzejsza zastanowi się nad tym zagadnieniem i zapyta: "co się stanie, gdy za dużo osób naraz wyciągnie swoje fundusze?" Odpowiedź: bank nie jest w stanie spłacić dostatecznie dużej ilości swoich klientów naraz. Więc... zbankrutuje. Takie zjawisko nosi nazwę bankrunu lub paniki bankowej. Szacuje się że banki wytrzymałyby jeszcze, gdyby około 10% populacji naraz wyciągnęła wszystkie swoje fundusze. Powyżej tej liczby, doszło by do serii bankructw. No dobra, ale co nadaje teraz wartość temu tysiącowi wykreowanemu w ten sposób? Odpowiedź: ten tysiąc kradnie wartość od pieniędzy, które już są w obiegu. Gdybym włączył moją drukarkę i wydrukował 1000 zł również bym okradł innych użytkowników pieniędzy, bo zwiększyłbym ich ilość w obiegu co zmniejszyło by ich wartość. Dlatego byłoby to przestępstwem. Ale gdy robią to banki, to już jest OK. Czy mi się wydaje, czy coś tu jest nie w porządku? Wniosek jest bardzo prosty: każda pożyczka wydana przez banki powoduje okradanie innych ludzi. Przypominam przy tym, że nasze społeczeństwo jest otumanione, że dzięki kredytom mogą kupić sobie wszystko: nowe mieszkanie, plazmę i samochód. Kredyt to coś całkowicie normalnego i wręcz pożądanego! Każdy bierze kredyty! To normalne i codzienne! Tak nam mówi codzienna propaganda. W rzeczywistości to metoda na okradanie innych, zwłaszcza tych, których na kredyty nie stać, bo nie mają zdolności kredytowej. Stare prawo ekonomii mówi, że jak czegoś jest za dużo to traci to coś na wartości. Tak samo jest z pieniądzem. Ponieważ, pieniądz jest codziennie tworzony z powietrza musi tracić na wartości. Tak powstaje inflacja. Czy da się powstrzymać to szkodliwe zjawisko w obecnym systemie ekonomicznym? Odpowiedź brzmi: nie. Ale jak lekko zmienimy system to można to zatrzymać (opiszę to w innym poście). Coś długi mi ten post wyszedł... Ale nie dało się tego krócej opisać. Dodam jako ciekawostkę, że jedynym sposobem, na zwiększenie liczby pieniądza w bankach komercyjnych jest zwiększanie zadłużenia. Wynika z tego ciekawe równanie: PIENIĄDZ=DŁUG Pieniądz to dług. A dług to pieniądz. Gdyby nie było długów, nie byłoby pieniądza. To stąd się biorą tak olbrzymie długi na świecie. To kolejna patologia chorego kapitalizmu. Ale łatwo ją naprawić. Pokażę to kiedy indziej :) Więc czytajcie mnie regularnie, sporo się dowiecie :) Gdyby ludzie się dowiedzieli jak powstaje pieniądz, to wyszli by na ulice i doszło by do rewolty. Dlatego wiedza ta jest tak tajna, że z tego co wiem nie uczy się studentów ekonomii jak powstają pieniądze. A wydaje się to elementarna wiedza dla magistra ekonomii... Zastanawiające, prawda?