Rozważania o rządzie ekspertów

Data: 14.10.2012 00:39

     Bardzo często można usłyszeć opinię na temat rządu mówiącą, że powinien on składać się z ekspertów poszczególnych dziedzin. Gospodarką powinien w myśl tej teorii zajmować się przedsiębiorca lub ekonomista. Nadzór nad wymiarem sprawiedliwości powinien sprawować uczony prawnik, zaś transportem zajmować powinien się inżynier. Popularność tezy o wyższości takiego rządu nad gabinetem zawodowych parlamentarzystów, nie będących ekspertami w sprawach swoich działów administracji rządowej, spowodowana jest nieudolnością kolejnych ekip rządzących III RP. Techniczny rząd ekspertów może się sprawdzić, jednak nie można przyjąć, że  tak sformułowany gabinet będzie na pewno sprawnie funkcjonował i przejdzie do historii jako przyczyna powszechnego dobrobytu i pomyślności.

        W tradycji polskiej kultury parlamentarnej najbardziej znanym rządem eksperckim był powołany w grudniu 1924 roku pozaparlamentarny rząd Władysława Grabskiego, który poprzez reformę walutową i przekazanie polityki pieniężnej RP nowoutworzonemu Narodowemu Bankowi Polskiemu powstrzymał hiperinflację. Za jego sprawą Polska odczuła powojenny kryzys mniej boleśnie niż Niemcy. Pół roku później rząd musiał podać się do dymisji, bo wiedza Grabskiego, która umożliwiła mu reformę finansową, okazała się niewystarczająca do reformy rynku rolnego, której próba zakończyła się porażką. Na ten stan rzeczy złożyły się dwie przyczyny. Pierwszą była specjalizacja Grabskiego, której wąski zakres uniemożliwił mu uzdrowienie każdego sektora gospodarki nowo powstałego państwa, drugą zaś był brak kontaktu z parlamentem, co uniemożliwiło przeforsowanie planowanych zmian w całości przez błędne oszacowanie panujących tam nastrójów politycznych.

      W III RP było kilku ministrów-ekspertów jako przykład wezmę Tomasza Lipca, sportowca będącego ministrem sportu oraz Zbigniewa Religę. Tomasz Lipiec nie wyróżniał się w ogóle w rządach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego, faktycznie zaistniał dopiero z chwilą postawienia mu zarzutów korupcyjnych. Zbigniew Religa był wybitnym chirurgiem, jednak nie był już wybitnym ministrem zdrowia, bardziej aktywny tutaj był wiceminister Piecha. Na przykładzie tych dwóch ministrów-ekspertów ciężko uznać by byli oni mężami opatrznościowymi. Z drugiej strony psychiatra- minister obrony narodowej, filozof-minister sprawiedliwości czy minister sportu nie posiadająca elementarnej wiedzy o sporcie nie są właściwymi ludźmi na właściwych stanowiskach.

      Innym aspektem obok wąskiego zakresu specjalizacji, oderwania od parlamentarnego układu sił i doświadczeń historycznych jest częsty problem z ustaleniem kto jest ekspertem w jakiej dziedzinie. Wiadomo, że ministrem sprawiedliwości powinien być prawnik, finansów ekonomista ale już nie tak łatwo ustalić kto powinien być ministrem sportu. Ciężko za dobrego zarządce resortu uznać sportowca, który wcześniej zajmował się biegiem przez płotki czy grą w szachy. W przypadku MON w myśl tej teorii ministrem powinien zostać generał czy inny wyższy oficer, jednak niekoniecznie dobry dowódca musi być dobrym administratorem, wiedzącym jak planować budżet armii i jak ją modernizować.

       Podsumowywując uważam, że dobry rząd powinien być zrównoważony. Musi być w nim pewna reprezentacja ekspertów jak też i zawodowych polityków. Dobrym ministrem sprawiedliwości może być poseł będący prawnikiem, a dobrym ministrem sportu ekonomista interesujący się sportem. Oczywiście głos ekspertów też powinien być ważny i każdy minister powinien mieć zespół doradców, zaś w przypadku reformy podatkowej minister finansów, będący profesorem ekonomii niósłby nadzieje na skuteczne wypełnienie swojej misji.