O dwóch takich co ukradli...Polskę

Data: 10.10.2012 22:11

Według ostatnich sondaży Platforma Obywatelska może liczyć w nadchodzących wyborach na 33% poparcia, natomiast Prawo i Sprawiedliwość na 39%. Daje to łączną sumę 72%.

Demokracja ma swoje prawa i każdy układ sił powinien zostać zaakceptowany.

Wszak to wola wyborców, czyli narodu. W demokracji wola narodu, jest jak wola nieba.

Naród ma możliwość wyboru i naród wybiera.

Jak wygląda w praktyce ten element demokracji, czyli prawo obywatela do wyboru kandydatów na stanowiska publiczne?

Wyborca ma prawo podjęcia decyzji o tym, kto według niego powinien go reprezentować w parlamencie. Jednak w rzeczywiści decyzja taka jest tym co psychomanipulacja określa jako „zasadę pozornego wyboru”.

Stosujący tę zasadę sprytny sprzedawca, podsunie niezdecydowanemu klientowi do podpisu umowę i zapyta: chciałby pan podpisać piórem, czy długopisem?

W ten sposób oszukuje się umysł kierując uwagę na sposób wykonania, pomijając etap pierwszy, czyli podjęcie decyzji, czy w ogóle chce tę czynność wykonać.

Biorąc do ręki kartę do głosowania, wyborca jest dumny z tego, że przynajmniej przez chwilę dzierży ręku władzę.

Szanowny wyborca, Pan Kowalski nie zdaje sobie jednak sprawy, że została w stosunku do niego zastosowana zasada pozornego wyboru.

Dlatego, że może wybierać pomiędzy Frankiem, Józkiem i Olkiem.

Gdyby bowiem miał możliwość faktycznego wyboru, na pytanie: kogo byś widział jako twojego reprezentanta w parlamencie, prawdopodobnie nie wskazałby Franka, Józka ani Olka tylko Andrzeja.

Problem w tym, że Andrzeja nie ma na liście do głosowania.

Czy więc aby na pewno Pan Kowalski ma możliwość dokonania wolnego wyboru?

Ależ oczywiście. Może wybierać pomiędzy mniejszym, a większym złem.

Przecież to nie jest jego wina, że dobro nie znalazło się na liście.

Zagorzały obrońca tego systemu może odpowiedzieć, że przecież Kowalski może się zapisać do określonej partii i mieć wpływ na to, kogo umieszcza się na liście wyborczej.

Problem w tym, że partia wcale nie musi chcieć przyjąć pana Kowalskiego. Jeśli go przyjmie, to może też go bardzo łatwo wyrzucić, chociażby dlatego, że źle spojrzał na prezesa.

I Kowalski znów jest w punkcie wyjścia.

Może więc wprowadzić obowiązek przynależności każdego obywatela do jakiejkolwiek partii politycznej? Wtedy powstaje pytanie: po co nam więc potrzebne są partie?

Wyborca jednak nie zadaje sobie trudu rozmyślań nad tym, czy system jest sprawiedliwy czy nie.

Wyborca jest szczęśliwy, że żyje w demokratycznym kraju.

I tak oto ulepszając proces demokracji, zaczynamy ocierać się o monarchię.

Coraz bardziej zbliżamy się bowiem do momentu, kiedy pełnia władzy może trafić w ręce jednego człowieka. Może więc podświadomie tęsknimy za władzą sprawowaną przez króla?

Póki co jeszcze na polu bitwy jest dwóch zawodników Uśmiechnięty Donald i Ponury Jarek, którzy podzielili Polskę wzdłuż pamiętnej linii z porozumienia Ribbentrop- Mołotow, tylko nieznacznie przesuniętej na zachód.

Dzieląc w ten sposób Polskę na Ścianę Wschodnią i ....Ścianę Płaczu.

Pan Kowalski jak zwykle znów się zagapił. Oddał pełnię władzy w taki sposób, że nie będzie mógł już jej odzyskać.

Panowie Donald z Jarkiem mogą walczyć ze sobą, ale mają też wspólne interesy.

Mając wspomniane 72% mandatów w parlamencie, mogą sobie zapewnić dożywotnie sprawowanie władzy.

Demokracja w naszym kraju opiera się na przepisach prawa, które tworzy parlament zdominowany przez dwóch ludzi. Mogą więc stworzyć każde prawo, które będzie dla nich korzystne.

Jakie możliwości prawne posiada Pan Kowalski, żeby przeciwstawić się takiemu rozwojowi wydarzeń?

Ma prawo głosu. Może wybierać pomiędzy mniejszym i większym złem.

Może też wywołać rewolucję i obalić obecny system prawny.

Jednak Kowalski jeszcze nie doszedł do ściany, nie będzie więc ze ścianą walczył.

Może jednak Donald z Jarkiem zaproponują nam inny, nowy system.

Na przykład system folwarczny. Wystarczy przebudować Polskę w jeden wielki folwark.

Na zielonych pastwiskach będą się wypasać święte krowy i cyklicznie będzie się odbywało dojenie baranów.

Ale tak dobrze to nie ma. Póki co, Pan Kowalski musi się zadowolić tzw. demokracją.