"Newbie" demokracji bezpośredniej

Data: 18.06.2013 17:55

Kim jest "newbie" w języku Internetu? To po prostu osoba początkująca, nowicjusz w danym temacie. Obserwując wczorajszą konferencję prasową klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości miałem wrażenie, że mam do czynienia z totalnymi "newbies" demokracji bezpośredniej. Klub poselski zaprezentował wniesiony do laski marszałkowskiej projekt ustawy modyfikującej między innymi Konstytucję RP - rzekomo w duchu demokracji bezpośredniej. Poczułem wręcz obowiązek ustosunkowania się do wspomnianego projektu.
 
Przypomnijmy dla porządku, że o ile za pierwszej kadencji Platformy Obywatelskiej uchwalono jedynie 11% wniesionych przez obywateli projektów ustaw, o tyle za kadencji Prawa i Sprawiedliwości - 12%. Różnica nie jest porażająca. Przypadek? Ponadto bez szerokiego porozumienia ustawa obejmująca zmiany konstytucyjne nie wejdzie w życie. Konieczne jest bowiem poparcie dla niej aż 2/3 obecnego składu Sejmu, co oznacza, że Platforma Obywatelska może zablokować zmiany nawet bez wsparcia koalicjanta.
 
Z powyższych powodów traktuję ten projekt głównie jako "heppening". Coraz więcej środowisk skłania się w stronę idei demokracji bezpośredniej - co dobrze rokuje - niemniej jednak środowiska te wnoszą propozycje absolutnie nieprofesjonalne, oderwane od teorii czy praktyki ustrojowej w zakresie demokracji bezpośredniej, z pominięciem zdania ekspertów. Cel jest słuszny, mniej natomiast słuszna jest obrana droga.
 
Skomentuję dla przykładu propozycje zawarte w projekcie Prawa i Sprawiedliwości:
 
1. Propozycja wiążącego wniosku o referendum w przypadku zebrania miliona podpisów jest absolutnie wzięta z księżyca. Przykładowo: w Szwajcarii wiążący wniosek o referendum wymaga jedynie 50 tys. podpisów, a są wszakże ok. 4 razy ludnościowo mniejszym krajem. Wbrew pozorom nie funkcjonuje tu jednak czysta arytmetyka - ilość podpisów dostosowana jest np. do struktury mniejszości. Jedynie w marcu 2012 r. NSZZ "Solidarność" zgromadziła ponad milion podpisów, lecz zrobiła to w ramach trwałej od wielu lat struktury organizacyjnej, ze wsparciem OPZZ, a także partii politycznej - Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Inicjatywa "Ratuj maluchy" wniosła do Sejmu RP wniosek poparty przez ponad 900 tys. obywateli, niemniej jednak jest to bezprecedensowe zdarzenie, które nie znajdzie następców. Taki próg jest nieosiągalny w wypadku niezorganizowanych grup, nieposiadających wsparcia finansowego. Obecne 500 tys. podpisów dla referendum jest progiem idealnym, także dla wiążącego wniosku. Konieczne są także w tym zakresie usprawnienia proponowane równolegle przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji - a zatem możliwości gromadzenia podpisów przez Internet.
 
2. Referendum nie będzie nadal dotyczyło zmian Konstytucji - w Szwajcarii referendum dotyczące zmian Konstytucji (jak i całkowitej rewizji) jest obligatoryjne. W Polsce nadal Konstytucją manipulować będą mogli jedynie politycy (przypomnę, że sam projekt ustawy zmieniającej Konstytucję nie jest wiążący dla Sejmu). Konstytucja to fundament "umowy" jaką jest państwo i ten akt w pierwszym rzędzie powinien móc być modyfikowany przez obywateli.
 
3. Referendum nie będzie nadal dotyczyło wielu spraw, w tym obronności - prawdziwe referendum może dotyczyć każdej sprawy, także samoopodatkowania, a na pewno zagranicznych misji zbrojnych. Podatnicy wydali ponad 4 mld zł na prowadzenie misji w Afganistanie, która zasadniczo nic nie przyniosła Polsce poza obciążeniem Polaków kosztami. Nie wspomnę o innych, zagranicznych misjach wojskowych. W kwestii tychże misji poza organizacjami sojuszniczymi - zdaniem Demokracji Bezpośredniej - referendum powinno być wręcz obligatoryjne!
 
4. Możliwość wnoszenia obywatelskich projektów ustaw zmian w Konstytucji będzie wymagało miliona podpisów! - kierunek dobry, lecz wykonanie podobnie absurdalne co w kwestii referendum - ponownie milion podpisów! W Szwajcarii inicjatywa dot. zmiany Konstytucji a nawet jej całkowitej rewizji posiada identyczny próg wymaganych podpisów co inne inicjatywy - 100 tys. podpisów. Pamiętajmy, że mówimy jedynie o propozycji, a nie czymś co pozostaje wiążące dla Sejmu. W takiej konfiguracji, którą proponuje klub PiS, dużo logiczniej jest przeprowadzić referendum w tej sprawie, które zwiąże Sejm (także milion podpisów w tym projekcie - patrz: punkt 1). Parlamentarzyści PiS powinni raz jeszcze przemyśleć tę propozycję.
 
5. Zasada dyskontynuacji - czyli przerwania prac Sejmu w wypadku zakończenia kadencji - nie będzie dotyczyła projektów obywatelskich. Tylko, że już teraz zasada dyskontynuacji nie obejmuje projektów obywateli! Art. 4. ust. 3. ustawy o wykonywaniu inicjatywy ustawodawczej przez obywateli, mówi o tym literalnie. Nie rozumiem co chce Prawo i Sprawiedliwość w tym zakresie zmienić.
 
6. Już teraz wnioskodawca projektu obywatelskiego może wycofać go do drugiego czytania na równych zasadach. Udzielenie innych przywilejów proponowanych przez Instytut Obywatelski w Łodzi to inicjatywa godna pochwały, jednak zmian może być o wiele więcej - kompleksowy projekt zmian w tym zakresie proponujemy w naszym programie politycznym dla polskiej demokracji.
 
Reasumując, jak w tytule: upłynie trochę wody zanim parlamentarzyści, od lat zakorzenieni w partyjnym systemie, rzetelnie otworzą się na postulaty oddolne, obywatelskie. Do tego czasu pozostaną - mówiąc językiem Internetowych portali społecznościowych - "nowi w demokracjach". Trzeba będzie się doedukować. Bez obaw: my im w tym pomożemy.