Idzie wiosna, czas na stopnienie bałwanów!

Data: 23.02.2013 18:41

Za oknem przewala się zamieć czy zawieja - sam nie wiem, jak to nazwać. Wiatr szaleje, drzewa jęczą, a śnieg wciska się w każdy zakamarek. Na szczęście  - jeśli wierzyć prognozom - to już ostatki. Ostatki takiego śniegu, takiego wiatru i ...ostatki bałwanów tej zimy. Od następnego tygodnia ma być już tylko cieplej.

Ale skoro cieplej zrobi się za oknem, skoro do Polski ma powoli zaglądać wiosna, to czas na zadanie sobie pytania, kiedy wiosna zawita również do polskiej polityki? Bo politycznych bałwanów ci u nas dostatek! A bałwan, jak to bałwan - kaszkiet (czasami stary garnek dla niepoznaki) na łbie, czerwony, marchewkowy nos, czarne, nieprzeniknione oczy i usta. Jak na politycznego baławana przystało - usta pełne frazesów, uszczypliwości i obietnic bez pokrycia. Jakaż powinna więc do nas zawitać wiosna, jakie globalne ocieplenie, żeby te nasze "wiejskie", bo z Wiejskiej, bałwany wytopić? W naturze, na takiego śniegowego gościa wystarczy nastawić dmuchawę z ciepłym powietrzem. Zniknie. Ale z takim politycznym? Chuchanie nie pomaga, rzucanie klątwami też nie. Być może dałoby coś skopanie po zasiedziałym zadzie?   Chyba jednak też nie zadziała! Upadnie toto na ziemię, poleży sponiewierane, ale na gębie wciąż będzie miało szyderzcy uśmiech, bo bałwany polityczne mają to do siebie, że wiedzą, iż Polacy to strasznie litościwy naród i leżącego podniosą, odkurzą, podtrzymają na duchu. Tacy już są ci Polacy. A kiedy bałwan wróci do dawnej sprawności - znowu będą na niego narzekać, psioczyć, złożeczyć i wymachiwać pięściami. Szczególnie po kilku piwach. Tacy już są Polacy. I tak korzystają z prawideł demokracji.

Od ponad 20 lat mamy w Polsce demokrację. Wcześniej też niby była. Nawet z przydomkiem "socjalistyczna", co niby gwarantowało więcej demokracji w demokracji. Ale socjalizm (przynajmniej oficjalnie) upadł i demokracja - ta bez przydomka - stała się faktem. Dla jednych był to nareszcie czas wolności. Dla drugich.... prawdziwa wolność. Ci pierwsi ściskali w ręku paszporty i wreszcie mogli podróżować po całym świecie, ci drudzy w tym czasie kupowali rozsprzedawane polskie firmy pospiesznie prywatyzowane. Ci pierwsi ze swoimi paszportami w ręku (częściej w szufladzie) biegli do zagranicznego supermarketu po promocyjne zagraniczne badziewie, a ci drudzy brylowali po salonach z zagranicznymi drogimi autami. Ci pierwsi doklejali Orłu koronę, a ci drudzy... mieli to gdzieś, i robili kasę. Dzisiaj ci pierwsi znowu u siebie nie czują się jak u siebie i myślą, jak przeżyć do najbliższej wypłaty, a ci drudzy... A kto to jest? Jacy drudzy?! To biznesmeni,  dyrektorzy, prezesi i właściciele wielkich (jak na polskie warunki) firm, właściciele samolotów i kont w Szwajcarii , oraz przedstawicielstw zagranicznych korporacji. Ot, demokracja!

"Solidarność", przy narodzinach której miałem swój aktywny udział, dawno została odstawiona na boczny tor. Działacze i liderzy poszli w posły i senatory, pozakładali swoje kanapowe partyjki  i jedynie słuszne patriotycznie organizacje, doczekali się wpisów w Wikipedii i encyklopediach, a ci, którzy wówczas nocami zasuwali na powielaczach, dostawali pałami od ZOMO-wców i rozwieszali plakaty zachęcające do udziału w kontraktowych wyborach siedzą na nędznych rencinach, bezrobociu, albo po prostu siedzą cicho, żeby ich nie wywalili na zbity pysk z roboty. Demokracja. 

Polska weszła do NATO, stała się częścią Unii Europejskiej, nawet zorganizowała na spółę z Ukraińcami - bo UEFA nam tak naprawdę do końca nie ufała i nie ...ufa - Euro'12 i.... mimo 20 lat demokracji - z tej demokracji nie potrafi korzystać. Polacy najpierw narzekali, że nie mają wyboru i nie mają na kogo głosować, a kiedy przyszedł czas na to by głosować, mieć wybór w tym głosowaniu a nawet samemu w wyborach startować - położyli uszy po sobie i potrafią tylko narzekać i płakać. W tym czasie inni za nich decydują, inni wybierają "swoich" i inni dają się wybierać. I taką mamy dzisiaj demokrację: koślawą, nieżyciową, nie rokującą jak by powiedzieli lekarze. Czyja to wina? Nie komunistów, nie solidaruchów, nie biznesmenów ani nikogo innego, niż NAS, obywateli. Bo demokracja zależy od naszych decyzji, naszego zaangażowania i naszej chęci współdecydowania o teraźniejszości swojej i przyszłości naszych dzieci i wnuków. Chciałoby się powiedzieć, że tyle w Polsce demokracji, ile mądrości w Polakach. Ale o tym może kiedyś w przyszłości.