Dzieci na czołgach

Data: 08.10.2012 20:27

Stałym elementem oręża w walce politycznej jest pokazywanie głodnych dzieci. A dokładniej pokazywanie liczb, które mają je symbolizować.

Chcąc pokazać ludzką, zatroskaną twarz politycy wygrzebują problem głodnych dzieci i...tutaj padają odpowiednie liczby. Należy przy tym wyrazić uznanie naszym rodzimym politykom za wynalezienie systemu rozpoznawania głodu. Nie uważam oczywiście że takowy problem w naszym kraju nie występuje. Głód jest jednak fizjologicznym uczuciem subiektywnym. Skąd więc biorą się liczby? W jaki sposób dokonano pomiaru? Kto tego dokonał?

W tego rodzaju rubrykę można wstawić dowolną liczbę. Żadna bowiem nie będzie wiarygodna.

Można zmierzyć poziom ubóstwa przyjmując określone punkty odniesienia. Na przykład poziom dochodów na członka rodziny. Natomiast w jaki sposób zmierzyć głód, a tym samym liczbę tych, którzy ten głód odczuwają? Nie jest żadnym wytłumaczeniem że prawdopodobnie jest to przenośnia. Są granice, których przekraczać nie wolno.

Oczywistym jest że prezentacja tego rodzaju przekazu wywołuje w wyobraźni każdego dorosłego człowieka widok głodnego dziecka. Z jednej strony wywołuje współczucie. Z drugiej strony nienawiść do tych, których wskazuje się jako sprawców zaistniałej sytuacji.

Ile jednak w tym jest faktów a ile iluzji?

Każda współczesna wojna zna przypadki, kiedy to sadza się dzieci na czołgi używając ich jako żywych tarcz. Politycy w swoich wojnach nie przebierają w środkach. Byle do celu.

Prawiąc przy tym grzesznemu narodowi nauki o moralności.

Tutaj trzeba uznać niezwykłą skuteczność polityków, którzy będąc w opozycji szafowali liczbami głodnych dzieci. Bowiem w momencie objęcia władzy problem zostaje natychmiast rozwiązany. Już nie używa się liczb wskazujących ilość głodnych dzieci w naszym kraju. Problem przestaje istnieć. Ponieważ on istniał w przeszłości. Nowa władza nakarmiła głodujące dzieci. Samym pojawieniem się u władzy. Nawet Chrystus takiego cudu nie był stanie dokonać.

Potrzebował do tego dwóch bochenków chleba. Nasi politycy potrafią nakarmić nie mając ani jednego. Wystarczy że mają władzę, którą trzeba za wszelką cenę utrzymać. Jak to się stało że liczby zniknęły chociaż nowa władza nie wydała złotówki na to żeby te głodne dzieci nakarmić?

Kolejny cud nad Wisłą? Oznacza to że kolejna partia Chrystusów pojawiła się u władzy.

To znaczy że w najbliższym czasie będziemy świadkami kolejnych cudów.

Tylko wara od dzieci. Najpierw warto coś dla nich zrobić zanim posadzi się je na czołgach.