Demokracja bezpośrednia – dzieło sztuki abstrakcyjnej

Data: 22.11.2012 09:13

„Koń jaki jest, każdy widzi.” To powiedzenie sugeruje istnienie oczywistych oczywistości.

Czyli tego, że pewne rzeczy i zdarzenia są jasne dla wszystkich i nie ma potrzeby żeby je opisywać.

Jednakowy dla wszystkich wygląd konia, nie jest jednak żadną oczywistością.

Gdyby wielu różnych ludzi podjęłoby się dzieła opisu konia, zapewne każdy z tych opisów byłby zasadniczo różny w zależności od tego jaki kontekst byłby opisywany.

Gdyby bowiem zobowiązać realizatorów dzieła do ujęcia w nim własnych emocji związanych z tym zwierzęciem, mogłoby się okazać, że dzieła różnią się zasadniczo.

Bowiem jedni konia się boją, inni go kochają, jeszcze inni mają do niego stosunek neutralny.

Zatem u każdego z nich widok tego czworonoga będzie budził zupełnie inne emocje, a co za tym idzie wykreuje w umyśle zupełnie inny obraz.

Co jednak ma wspólnego widok konia z demokracją bezpośrednią?

Otóż gdyby się dokładnie przyjrzeć można znaleźć wiele podobieństw. Demokracji bezpośredniej również trzeba się uczyć. Dlaczego więc nie zacząć analizy tego zjawiska od ćwiczenia aktywizującego z użyciem wizerunku konia.

Ci, którzy o demokracji bezpośredniej wiedzą już wszystko mogą na tym zakończyć czytanie tego tekstu. Opisuję tutaj tylko mój sposób zgłębiania tajemnic dzieł dokonanych przez człowieka.

Koń dziełem sztuki co prawda nie jest, ponieważ nie jest dziełem człowieka.

Demokracja bezpośrednia, lub raczej to co dzięki niej powstanie takim dziełem już jednak jest.

Dzieło sztuki abstrakcyjnej charakteryzuje się trudnością w odbiorze. Nie jest bowiem koniem, którego każdy widzi jakim jest.

Podziwiając dzieło sztuki abstrakcyjnej nie możemy użyć określenia, że „jakie jest każdy widzi”.

Bowiem oczywistym jest, że każdy zobaczy w nim coś innego. W przeciwieństwie do konia, stworzenie takiego dzieła  jest  działaniem celowym i zamierzonym. Celem jest zmuszenie do refleksji. Do uruchomienia wyobraźni. Do penetracji umysłu aż do bólu. Tysiąc osób oglądających to samo dzieło będące wytworem abstrakcyjnej wizji, będzie tworzyło tysiąc różnych obrazów.

Dowodzi to tego, jak bardzo jesteśmy różni.

Uznając dzieło zwane demokracją bezpośrednią będące wytworem człowieka, jako dzieło sztuki abstrakcyjnej, należy sobie uświadomić, że każdy patrząc na to samo będzie widział coś innego.

Wszystko jest tylko kwestią prezentacji. Błędem może zatem okazać się przyjmowanie założenia, że demokracja bezpośrednia jest tym co „każdy widzi”.

Być może tak jest lepiej, lecz wtedy powstaje pytanie: „po co?”.

Zastępowanie bowiem w takim przypadku jednego systemu drugim może okazać się zwykłą sztuką dla sztuki i to bynajmniej nie sztuką abstrakcyjną.

Po chwilowej euforii większość ludzi będzie widzieć to samo. Po dłuższej chwili zobaczą, że nowy obraz nie różni się wiele od obecnego. W kolejnej odsłonie może się okazać, że stary jednak jest lepszy od nowego.

Bowiem umysły odbiorców nie zostały przygotowane do odbioru dzieła sztuki abstrakcyjnej.

W pewnym momencie człowiek, któremu podarowano narzędzie podejmowania decyzji z przerażeniem stwierdzi, że dostał do ręki bezużyteczny przedmiot, gdyż obecnie podejmowane decyzje nie różnią się od podejmowanych wcześniej bez jego udziału.

Może więc niech kto inny je podejmuje. Tak jest prościej i wysiłek mniejszy.

W jaki sposób określa się człowieka, który stracił pracę? Mówi się, że został „zwolniony”.

I co tutaj analizować? Koń jaki jest, każdy widzi.

Człowiek myślący abstrakcyjnie dostrzeże w słowie „zwolniony” słowo „niewolnik”.

Może również dostrzec słowo „ uwolniony”. Co nam podpowiada dalej umysł abstrakcyjny?

Jeśli został uwolniony, to znaczy że wcześniej był „zniewolony”.

Jak się zachowuje człowiek „zwolniony”? Wpada w panikę. Uznaje, że wydarzyło się zło.

Człowiek myślący abstrakcyjnie w procesie analizy doszuka się również pozytywnych elementów.

Inny sposób myślenia wywołuje inny sposób zachowania. Jeśli bowiem uzyskuje się wolność jest to przecież efekt pozytywny.

I tutaj zaczynają się pierwsze schody. Ponieważ człowiek nie wie co ma zrobić z odzyskaną wolnością. Poszuka więc sobie nowego Pana.

A przecież istnieje mnogość decyzji możliwych do podjęcia w takiej sytuacji.

Może założyć własną firmę. Może zawiązać spółkę. Może założyć spółdzielnię lub firmę rodzinną.

Oraz może podjąć wiele innych decyzji. Dlaczego więc podejmuje ciągle tę samą?

Myśląc abstrakcyjnie tysiąc osób będących w takiej samej sytuacji podjęłoby tysiąc różnych decyzji. Decyzji dla nich samych najlepszych. Ponieważ to, co jest dobre dla innych nie musi być dobre dla nas.

W jaki sposób określa się człowieka, który na podstawie własnej decyzji pozbawił się pracy na etacie? Mówi się, że się „zwolnił”. Czyli skutek ten sam, tylko decyzja podjęta przez kogo innego.

Czy aby na pewno różnica polega tylko na tym, kto podejmuje decyzję? Różnica polega na innym subiektywnym stosunku do tej samej sytuacji. Ponieważ bowiem to jest moja decyzja. To ja biorę za nią odpowiedzialność. W tym momencie mój umysł zaczyna inaczej pracować. Zaczyna przetwarzać te same fakty w sposób abstrakcyjny. Ten sam skutek, ale zdarzenie odbiera jako pozytywne. Inny sposób myślenia powoduje, że dalsze zdarzenia układają się w inny sposób.

Paradoksalnie kogoś, kto opuszcza więzienie również określa się jako: „zwolniony”.
Ten sam umysł uznaje jednak ten przypadek jako element pozytywny. Czyli jedno słowo potrafi mieć przeciwstawne znaczenia.

Co zrobi człowiek, który wiele lat spędził w więzieniu? Z punktu widzenia człowieka wolnego będzie prawdopodobnie unikał powrotu za kraty. W rzeczywistości jednak najczęściej będzie poszukiwał możliwości powrotu do niego. Ponieważ również nie potrafi sobie poradzić z odzyskaną wolnością.

Umysł, który nie potrafi myśleć abstrakcyjnie staje się niewolnikiem innego umysłu.

Nie zmienią tego żadne systemy.

Jeśli wręczy się komuś młotek bez wyjaśnienia, że należy nim wbijać gwoździe, to może się okazać, że z braku wiedzy na ten temat, uderzy się nim w głowę. Czyli zrobi sobie krzywdę.

Człowiek operujący umysłem abstrakcyjnym o nieograniczonej wyobraźni, poza narzędziem służącym do wbijania gwoździ wykorzysta ten sam młotek do wykonania jeszcze wielu innych czynności.

Demokracja bezpośrednia sama w sobie nie jest dziełem. Jest narzędziem do stworzenia dzieła.

Narzędziem, którym jednak należy nauczyć się posługiwać. Samo narzędzie nie zmieni niczego poprzez samo swoje istnienie.

Dziełem jest nasze życie.

Potrzeba jednak przynajmniej minimalnej dawki wyobraźni, żeby sobie to przełożyć na taki obraz. Obraz własnego życia.

Co jest więc niezbędne do tego żeby to wszystko miało sens?

Parafrazując Clintona: „wyobraźnia głupcze”.