Co wolno wojewodzie...czyli immunitet obywatelski

Data: 30.10.2012 11:35

Władzy ci u nas dostatek. W różnych wydaniach. W rozpędzie niektórzy za bardzo zaczęli brać dosłownie określenie „władza”.

„Władza” oznacza „władać”, czyli „zarządzać”. Są tacy, którzy interpretują to określenie jako „ustawianie po kątach”. Według nich władza wszystko może, a nic nie musi. Ot taka nasza rzeczywistość.

Z poprzedniego systemu przejęliśmy z dobrodziejstwem inwentarza przekonanie, że władzy należy się kłaniać, tak jak przystało na przyzwoite zachowanie się poddanego.

Aparat sądowy dostał władzę, a wraz z nią immunitety. Mające chronić. No właśnie kogo i przed kim, czy też przed czym?

Sędzia w naszym systemie prawnym jest przedstawicielem władzy sądowniczej i zarazem urzędnikiem państwowym. Jako przedstawiciel władzy ma prawo wydawać polecenia. Rola urzędnika państwowego nakazuje służebność wobec obywatela.

Czyli role, które nawzajem się wykluczają. Jak można być bowiem władcą i służącym w jednej osobie? Jakąś rolę więc trzeba sobie z tego wybrać. Jedną, albo drugą.

Chyba jednak nikt nie jest jednak na tyle naiwny, że sędzia wcieli się w rolę obywatelskiego służącego?

Z art.20a Ustawy o krajowym rejestrze sądowym wynika, że wniosek o wpis sąd rejestrowy rozpatruje nie później niż w ciągu 7 dni od daty jego wpływu do sądu.

Śmiechu warte. Chyba każdy, kto kiedykolwiek rejestrował cokolwiek w sądzie zdaje sobie sprawę, że jest to rodzaj żartu ubrany w ustawę.

Nie znam bowiem przypadku, żeby sąd rejestrowy rozpatrzył wniosek w terminie ustawowym.

Co natomiast może zrobić obywatel, jeśli jednak sąd nie dotrzyma tego terminu? O tym już ustawa nie wspomina. Czyli przepis jest martwy.

Natomiast z art.24 wymienionej Ustawy wynika, że w przypadku niezłożenia do sądu dokumentów, których złożenie jest obowiązkowe, sąd wyznacza 7 – dniowy termin na ich złożenie. W przypadku nie dotrzymania terminu sąd może nałożyć grzywnę na podmiot zobowiązany do ich złożenia.

W kolejnych zapisach Ustawa określa, że sąd może grzywnę ponawiać.

Dalej są już tylko kolejne groźby. Oczywiście nie pod adresem sądu.

A więc batem go. Jeśli nie poskutkuje, to kolejny raz.

Bo co wolno wojewodzie...

Władza ma swoje przywileje. A obowiązki...? Kto by tam żądał wypełnienia obowiązków przez władzę.

Sędzia prowadząc rozprawę ma prawo wydać postanowienie o zastosowaniu aresztu w stosunku do obywatela, który swoim zachowaniem obraził sąd. A sąd można obrazić bardzo łatwo.

Najlepiej więc przed obliczem sądu milczeć i stać na baczność.

Trochę ten przepis jest dla mnie niezrozumiały. Oczywiście należy zapewnić sądowi możliwość niezakłóconego prowadzenia rozprawy, ale sędzia prowadzący może usunąć z sali rozpraw osobę, która zakłóca jej prowadzenie.

Wsadzanie kogoś do więzienia tylko dlatego, że poniosły go emocje jest trochę za daleko posuniętą sankcją.

Natomiast władza w tym zakresie może używać sobie do woli.

Bo przecież nikt nie aresztuje sędziego za to, że nie pozwala świadkowi swobodnie się wypowiedzieć. Ponieważ pan sędzia jest nerwowy i niecierpliwy, a świadek szuka w pamięci odpowiedzi na pytanie.

Sędzia ma prawo podnosić głos, wywierając w ten sposób wpływ na zachowanie świadka. Bo przecież władzy nikt nie może tego zabronić. Świadek nie zaprotestuje przeciw takiemu traktowaniu, bo może w ten sposób obrazić sąd. A to może się skończyć tygodniowym pobytem w areszcie.

Sędzia ma prawo okazywać emocje. Świadek już takiego prawa nie ma. Ma prawo zeznawać. I nic więcej. No, jednak ma jeszcze jedno prawo: mówić prawdę.

Jednak prawo nakazuje zapewnienie świadkowi swobody wypowiedzi.

Kto chociaż raz był na rozprawie sądowej pewnie wie jak to wygląda w rzeczywistości.

Sędziowie mają swój immunitet. Jaki immunitet chroni obywatela? Żaden.

Bo przecież co wolno wojewodzie....