Chłopcy z zapałkami

Data: 05.11.2012 23:47

Od kiedy ogień zaczął towarzyszyć człowiekowi, od tego czasu zawsze wyzwalał niezwykłe instynkty. Instynkt pierwotny nakazuje nam skupiać się wokół ognia jako źródła ciepła.

Kiedy rozpali się ognisko, widok płomienia natychmiast wywala potrzebę, żeby się do niego zbliżyć.

Pewnie każdy pamięta z dzieciństwa zabawy, w których jedną z największych frajd było rozpalanie ognia. Zwykle ograniczało się to do rozpalenia zwykłego ogniska.

Człowiek nigdy nie wyrasta z wieku dziecięcego. Czasu ma tylko trochę mniej na zabawę, a i zabawki nieco się zmieniają.

Ci, którzy w dzieciństwie nie wyzwolili swoich pirotechnicznych potrzeb, realizują to w wieku dorosłym. Tylko, że rozpalanie ognisk nadal pozostaje zabawą dla małych dzieci. Kiedy dorosłe dzieci podejmują zabawę w politykę, godną nich zabawą jest podpalanie Polski.

Chłopcy wyjmują zapałki i podpalają co się da.

Jeden z chłopców  artykułem w Rzeczpospolitej rzucił pierwszą zapałkę. Dym z małego płomienia opanował cały kraj. Zarzewie można było opanować. Jednak tuż za rogiem stali chłopcy z kolejnymi zapałkami. Czyżby wspólna zabawa?

Cezary Gmyz, doświadczony dziennikarz, używa precyzyjnie określeń: „trotyl” i „nitrogliceryna”.

Nie używa ogólnych pojęć typu „materiały wybuchowe”, „substancje wybuchowe”. Używa precyzyjnego określenia konkretnych materiałów wybuchowych. Nie są to więc domniemania. Są to konkretne informacje, uzyskane od osoby, która zna się na rzeczy.

Jako doświadczony dziennikarz zdaje sobie doskonale sprawę, co może wywołać taka publikacja.

Zdaje sobie sprawę, że musi mieć rzetelne dowody na potwierdzenie swoich tez.

Następnego dnia Prokuratura Wojskowa dementuje doniesienia gazety. Oświadcza, że badania wraku Tupolewa nie ujawniły żadnych materiałów wybuchowych.

Wybucha skandal. Zadaje się pytania: Kto jest temu winien?

Rzeczpospolita przyznaje się do tego, że opublikowany materiał był nierzetelny.

Dzisiaj redaktor Cezary Gmyz wraz ze swym szefem tracą pracę. Sprawa została zamknięta.

Czyżby?

A gdyby inaczej sformułować pytanie i zapytać: Dlaczego tak się stało?

W tym momencie należałoby odpowiedzieć na kolejne kilka pytań.

Tekst opublikowany w gazecie zatwierdzał również redaktor naczelny. Ze względu na jego wagę należy sądzić, że zapoznał się z materiałami informacyjnymi, na podstawie których redaktor Gmyz sformułował tezy o trotylu i nitroglicerynie. Tezy sformułowane przez Gmyza, czy też konkretne informacje, które zostały mu dostarczone przez konkretne i według niego wiarygodne osoby?
Czy to znaczy, że co najmniej dwóch doświadczonych dziennikarzy popełniło tak szkolny błąd?

Doświadczony dziennikarz nie napisze tak mocnego artykułu na podstawie anonimowego maila.
Oznacza to, że wiarygodny według redaktorów informator podrzucił świadomie fałszywą informację.

Wynika z tego, że ktoś wypuścił Gmyza. Powstaje pytanie: kto i w jakim celu?

Ktoś jednocześnie zdawał sobie sprawę, że znany dziannikarz nie ujawni swojego informatora, gdyż oznaczałoby to koniec jego kariery dziennikarskiej, w której doszedł dosyć wysoko.

Jasne jest więc, że Gmyz będzie milczał, mimo groźby utraty pracy. Tak doświadczony i znany dziennikarz znajdzie pracę bez problemu. Ujawnienie informatora oznaczałoby dla niego wilczy bilet na rynku dziennikarskim.

Ktoś może więc spać spokojnie.

Wynika z tego, że redaktorowi ktoś podrzucił podpaloną zapałkę. Z otwartym ogniem nie ma żartów. Redaktor Gmyz leczy oparzenia. Taka rola w tej zabawie.

Zewsząd można usłyszeć głosy oznajmiające, że Polska płonie.

Czyżby? A może to dopiero początek zabawy chłopców z zapałkami?

W ferworze emocji dziwna ślepota ogarnęła widzów tlącej się Polski. Nie zauważono bowiem, że zbliża się dzień rozpalenia wielkiego ogniska. 11 listopada.

Czyżby płomień, który uznano za pożar był tylko niewinnym płomykiem? Czy celem jest 11 listopada?

Polityków najbardziej można nastraszyć ulicą. 11 listopada ludzie wyjdą na ulice. Niektórzy zapałkarze już zapewniają, że posiadają dowody, że katastrofa w Smoleńsku była zamachem.

Czy tuż przed świętem 11 listopada zostaną rzucone kolejne zapalone zapałki?

Po wydarzeniach w roku ubiegłym wiadomym jest, że tym razem może być jeszcze bardziej gorąco.

Czy tym razem marsze w stolicy odbędą się pod hasłami: „Zamach” i „Mordercy”?

Co jest stawką w tej grze? Władza? Ile już kosztuje ta gra? Ile jeszcze będzie kosztować?

Czy nie czas już niegrzecznym chłopcom zabrać zapałki i przepędzić ich z tego podwórka?

Zanim spalą całą Polskę i w płomieniach zginą ludzie.

Ktoś wypaczył rolę ognia, dzięki któremu człowiek przetrwał na tym świecie. Teraz ten sam ogień może doprowadzić do jego zagłady.