Centralne Planowanie

Data: 13.09.2012 16:29

Chciałem w tym wpisie odnieść się do Centralnego Planowania. Nie chodzi mi jednak o sowiecką doktrynę ekonomiczną, powieloną później na mniejszą skalę przez licznych naśladowców wąsatego tyrana. Mnie chodzi o planowanie budżetu rocznego Państwa w kwestii przychodów budżetowych. Obok rozmaitych źródeł dochodów z podatków, akcyz zawsze pojawia się planowany przychód z kar i mandatów. Tym właśnie sposobem państwo z góry ustala, ile razy niezawisłe sądy mają przyznać kary finansowe i ile razy wyspecjalizowane jednostki policji zwane potocznie "krawężnikami" mają wystawiać obywatelom mandaty karne. To działanie jest nielogiczne, gdyż zakłada, że członkowie rządu przewidują ilu Polaków dopuści się wykroczenia w nadchodzącym roku. Sam fakt wydawałby się niegroźny gdyby nie konsekwencje owego centralnego planowania. W okresie zamykania roku budżetowego, nie da się opędzić na drogach od drogówki, której funkcjonariusze muszą kombinować jak wystawić możliwie najwięcej mandatów i wypełniać dziurę budżetową. Ta sama patologia prowadzi do tego, że wiele jednostek samorządu terytorialnego znaczne części wpływów budżetowych zapewnia sobie przydrożnym fotoradarem, co świadczy o niegospodarności lokalnego wójta czy starosty. Do czego zmierzam? Nie chodzi mi tylko o to by po raz kolejny ponarzekać na nieuczciwe praktyki władz państwowych, ale o to by zaproponować rozwiązanie problemu. Wydaje mi się, że zakaz uwzględniania w planowanym budżecie wpływów z kar i mandatów zlikwidowałby niecny zwyczaj polowania na obywateli z bloczkiem mandatów w ręku, a ponadto ułatwiłby rządzącym zachowanie równowagi budżetowej, mimo, iż wątpliwe jest twierdzenie, że oni do tego właśnie dążą. Nigdy nie będzie roku bez przestępstw i kar finansowych w ich następstwie, dlatego planowany dług w znacznej mierze zmniejszałyby wspomniane źródła dochodów, a Państwo by nie działało wbrew swoim obywatelom