Budżet na 2013 rok a rzeczywistość

Data: 25.10.2012 20:18

Podczas uchwalania budżetu minister Rostowski chwalił jak to ekonomicznie silnym krajem jest Polska. Im dłużej to słuchałem, tym silniej podnosiło mi się ciśnienie. Nie wiem, czy ten człowiek zwyczajnie nie umie mówić prawdy, czy on sam wierzy w to co mówi czy celowo mija się z faktami.

Nie będę dokładnie opisywał całości wystąpienia Ministra Finansów. Ale pokaże dlaczego jego wypowiedzi są mocno podejrzane.

Powiem szczerze: nie czytałem budżetu na 2013, bo to gruba książka tekstu. Odniosę się tylko do cytatów Rostowskiego.

Minister ocenił, że przyczyną recesji w Unii Europejskiej i spowolnienia gospodarczego w Polsce jest niepewność co do przyszłości wspólnej europejskiej waluty. Niepewność ta spowodowała, że przedsiębiorcy zaczęli mniej inwestować, a konsumenci mniej kupować. Rostowski wskazał jednak, że w lecie br. nastąpiła "zasadnicza zmiana w polityce gospodarczej w strefie euro" - Europejski Bank Centralny podjął się nieograniczonej interwencji na rynkach obligacji skarbowych państw strefy euro przeżywających kłopoty.
Zdaniem ministra to spowodowało, że ryzyko chaotycznego rozpadu strefy zostało usunięte, a razem z nim ryzyko bardzo długiej recesji w Europie i długiego spowolnienia w Polsce. Dlatego po trudnym roku 2013 europejska gospodarka się ustabilizuje, a Polska - przyśpieszy.

(źródło: newsweek)

No cóż, w tym jednym zdaniu jest kilka nieścisłości. Ktoś, kto nie ma pojęcia o ekonomii, prawdopodobnie dał by się na to nabrać, że "zielona wyspa" ma się dobrze. Nic bardziej mylnego. W rzeczywistości jest całkiem odwrotnie.

To prawda że Europejski Bank Centralny rozpoczął masowe ratowanie zbankrutowanych krajów południa Unii Europejskiej. Ale na czym to polega już szary Kowalski nie ma pojęcia. Więc może to wyjaśnię. W ekonomii nigdy nie daje się czegoś za friko. No, chyba że mówimy o swoich dobrych kumplach, na dobrych stołkach. O co chodzi z tym skupem obligacji?

Gdy kraj potrzebuje kasy to drukuje tzw. obligacje. To w istocie papierki, które mają fajne urzędowe wzorki. Państwo zaczyna sprzedawać te papierki klientom (bankom, korporacjom lub osobom prywatnym), dając gwarancję że gdy minie pewien czas to kraj wykupi z powrotem papierek od klienta i jeszcze dorzuci procencik, by klient sobie zarobił. Tak więc w istocie to jest zwykła pożyczka. Obligacje mają to do siebie, że im bardziej zadłużone jest państwo które je emituje, tym obiecuje większy procent dla kupującego, by zachęcić go do kupna. Teraz przyjrzyjmy się co zrobił ECB.

ECB wykupił obligacje państw najsilniej zadłużonych. To znaczy że te państwa mają na teraz zastrzyk gotówki. Z tym, że obligacje za 3 lata te państwa będą musiały je znów wykupić. I jeszcze dać procent. Może i ta taktyka miała by sens, gdyby w ciągu tych trzech lat dochód tych krajów przekroczył by procent od sprzedanych obligacji. Ale spokojnie! Rostowski powiedział nam, że tak obligacje będą jeszcze dalej wykupywane. Czyli za pomocą nowych pożyczek, będą spłacać stare! Genialne!

Dalej minister stwierdził, że euro jest silne jak nigdy dotąd. Z tym, że... to bez sensu. Taki dodruk pieniądza, poprzez obligacje wykupywane w kółko generuje wzrost inflacji. Dlaczego? Bo będzie coraz więcej tej waluty w obiegu. I... on twierdzi, że euro jest silne? Euro jest na najlepszej drodze do samozagłady.

Gdyby to dotyczyło tylko jednego państwa UE, to nie było by tak źle. Ale to dotyczy aż czterech państw. Ze stabilnością to nie ma nic wspólnego, bo odsetki od tych kredytów w końcu wykończą Unię Europejską. Jedyne co dał ten wykup obligacji to przełożenie wyroku o 3 lata, bo wtedy nie dość, że skończy się kasa to jeszcze będzie trzeba wykupić obligacje. To spowoduje, że upadek UE odbędzie się z dużo większym hukiem. I znacznie bardziej zaatakuje nasze portfele.

Fundamentem bezpieczeństwa gospodarczego Polski była nasza polityka szybkiego wzrostu, połączonego z odpowiedzialnością finansową. Nie zgodziliśmy się na drastyczne cięcia wydatków w 2010 r., kiedy nam właśnie taką politykę podpowiadali niektórzy ekonomiści. Dzięki temu Polska miała w latach kryzysu największy skumulowany wzrost gospodarczy w całej Europie - powiedział Rostowski.


Tutaj mamy piękny przykład politycznej demagogii. Wysoki wzrost PKB w ostatnich latach Polska nie zawdzięcza Tuskowi, tylko sporemu kapitałowi który otrzymaliśmy z Unii Europejskiej. Nie ma to jak przypisać sobie zasługi innych... Swoją drogą, to fundusze z UE już się powoli wyczerpują, więc czeka nas spory spadek PKB.


Dalej Rostowski twierdził, że Polska będzie się prężnie rozwijać. I to między innymi poprzez zmniejszenie długu publicznego. Z tym, że jak już pisałem gdzie indziej nasz genialny rząd zamiata sporą część długów pod dywan, oszukuje w ten sposób wszystkich co do stosunku długu publicznego do PKB. Dlatego, pod żadnym pozorem nie wolno wierzyć rządowi, który twierdzi że dług zostanie pomniejszony. Ile długu zamietli pod dywan nikt tak naprawdę nie wie ale podejrzewam, że ta kupka pod dywanem jest na tyle duża, że zimą będzie można z niej swobodnie zjeżdżać na sankach. 

Proszę Państwa, muszę to niestety powiedzieć wprost: Polski nie czekają dobre czasy. Dużym sukcesem będzie jak w ogóle w 2013 i 2014 roku utrzymamy dodatnie PKB. Ekonomiści i politycy UE są wielkimi optymistami. Zawsze w swoich planach szacują że nie będzie tak źle a potem gdy jednak już jest źle to pospiesznie się zbierają po nocach by się naradzać. Rostowski z Tuskiem zrobili dokładnie to samo. w swoim projekcie budżetu. A potem znowu usłyszymy informację, że cośtam poszło nie po myśli tych ekonomicznych geniuszy i będzie nowelizacja budżetu.

Ja sam pamiętam już trzy takie przypadki, odnośnie szacunków ekonomicznych co do krajów bankrutujących w UE. Chłopaki nie uczą się na swoich błędach... Tym samym potęgują kryzys, który mógł by być o wiele mniejszy gdyby nie ich genialne pomysły.

W Polsce jest nie lepiej. Ekipa Tuska robi dokładnie to samo co eurokretyni w UE. Tylko na mniejszą skalę.

Myślę, że tylko zmiana systemu na demokrację bezpośrednią da nam silne narzędzie do walki z tym bałaganem. Politycy robią wszystko co w ich mocy, byle tylko utrzymać UE w kupie. Zamiast reanimacji chybionego projektu, powinniśmy się (moim zdaniem) skupiać na ratowaniu naszej gospodarki. Już teraz ekonomiści i stowarzyszenia trąbią na alarm, jednak ich głos jest zagłuszany przez śmiech rządzącej klasy politycznej. Szyderczy śmiech, bo mogą robić co chcą i nie liczą się z nikim. W lepszym systemie natychmiast społeczeństwo mogłoby zareagować.

Dlatego demokracja bezpośrednia jest nam potrzebna jak woda na pustyni...