Bo co może mały człowiek?

Data: 03.01.2013 01:06

   „…Bo co może, co może mały człowiek, tak jak ja, albo ty, może pani, a może pan podpowie, my zgodzimy się z tym…”  
   Była kiedyś taka piosenka, w zamierzchłych czasach, dla niektórych tak odległych, i negatywnie naznaczonych jak II wojna światowa. W czasach, kiedy powstały miliony mieszkań, szkoły, szpitale, przychodnie, ulice i większość infrastruktury, którą do dzisiaj użytkujemy. Nie trzeba być zbytnio spostrzegawczym, wystarczy w dowolnym mieście w Polsce wyjść na ulicę, albo wyjrzeć przez okno, żeby to zauważyć. Jest to jakby nie patrzeć majątek, z którego korzystamy i jeszcze długo korzystać będą nasze dzieci i wnuki. Nie jest moim celem, aby w tym krótkim tekście dowodzić wyższości PRL-u nad obecnym systemem, choć warto zauważyć, że coś pozytywnego jednak w tym zohydzonym PRL-u było i coś dobrego z tamtych czasów zostało.  Kto to wszystko zbudował? Kto budował tamtą Polskę? O przepraszam! Jaką tamtą, skoro nadal korzystamy z tego co po tych ze wstydem wspominanych czasach zostało? Gomułka? Gierek? Jaruzelski? A może Wałęsa albo Kwaśniewski? Nie! To zbudowali wielkim wysiłkiem nasi dziadkowie, ojcowie i my sami! To budowali ludzie nie dla partii, nie dla wodza narodu, czy dla jakiejś utopijnej idei, jak niektórzy usiłują nam wmawiać. To… czyli Polskę, ludzie budowali przecież dla siebie i swoich potomków.  Tymczasem patrząc wstecz, można by odnieść wrażenie, że żyjemy w jakimś skolonizowanym kraju, i z pogardą spoglądamy na wytwory minionej, prymitywnej cywilizacji autochtonów. Mentalnie zrobiono z nas najeźdźców we własnym kraju.  Wpojono nam do głów, że wysiłek milionów Polaków po drugiej wojnie światowej nie był nic warty, że trzeba o tym zapomnieć i budować wszystko od nowa na „gruzach” PRL-u. Tylko, jakich gruzach pytam?  Bo przecież ślepym trzeba być, żeby nie zauważyć, że po PRL-u został ogromny majątek, jakże często dopiero później w gruzy obrócony!  Od lat wmawiają nam, że w roku 89-tym, byliśmy świadkami bezprecedensowego w dziejach zwycięstwa bez użycia przemocy, że okrągły stół był wynikiem ugody światłych umysłów ludzi władzy i opozycji i powinniśmy jako naród być dumni z tego, że w taki sposób ówczesne przemiany się odbyły. Wiadomo jednak, że okrągłe i to bardzo okrągłe to były przewały pod tym stołem! Zadajmy sobie pytanie, kto skorzystał na tym co się wydarzyło przy, albo raczej pod tym okrągłym stołem? Miliony ludzi, którzy przez dziesięciolecia po wojnie budowali Polskę? Wystarczy przeanalizować struktury władzy w większości polskich miast, zajrzeć do urzędów, zarządów dużych firm itd.i co zobaczymy? Zobaczymy te same znajome twarze co za czasów PRL-u, ich dzieci, albo byłych opozycjonistów i ich rodziny, a większość tych samych zwykłych ludzi, którzy ledwo wiązali koniec z końcem za tzw. komuny, nadal klepie biedę, tyle tylko że teraz to jest bieda w tzw. wolnej Polsce i są o wiele bardziej zaślepieni i otumanieni przez obecne media, niż za czasów komuny.  Problemem jest też fakt, że obecnie władza nie ma realnej i silnej opozycji, z którą mogła by się liczyć i której powinna się obawiać, bo nigdy nie było takich technicznych możliwości jak obecnie, żeby medialnie z opozycji zrobić debili i ignorantów. A jeśli już raz z kogoś zrobią kaczkę, to ponownie orłem nie zostanie, choćby naprawdę z orlego gniazda pochodził… Pozostaje nam więc oglądać seriale i teleturnieje dla średnio rozgarniętych szympansów i śpiewać tytułową piosenkę tego artykułu, czy jednak coś zrobić możemy?
„… na podwórku fajnie jest można sobie pobiegać, można w piłkę pograć też i pochodzić po drzewach…” a w piłkę to nawet sobie pokopać można na „orlikach”, tylko niektórym się dachy nie zamykają!
 
Artur Marach