Autodestrukcja kapitalizmu

Data: 05.01.2013 11:56

To kolejny tekst z serii "Lista wad kapitalizmu". Celem tej kampanii jest pokazanie wadliwości tego systemu i wyjaśnienie jak demokracja bezpośrednia pomoże zbudować coś lepszego. Pełna lista wad kapitalizmu jest tutaj. Jeśli ktoś nie rozumie jakiegoś pojęcia może wejść do słowniczka pojęć i je sobie sprawdzić.

!!!UWAGA!!!
 
Jeśli chcesz pomóc mi walczyć z tym systemem to pomóż mi skonstruować ruch, który na fali rewolucji która nas czeka za trzy lata, obali kapitalizm (w sumie sam się obali) i skonstruuje coś lepszego. Powiem szczerze: nie wiem jak to zrobić. Nie jestem żadnym guru, czy mistrzem. Po prostu widzę, że zbliżamy się do zagłady i chcę temu zapobiec. Boję się konsekwencji jeśli nam się nie uda.
Myślisz tak samo? Chcesz mi pomóc? Skontaktuj się ze mną: krzysztofwojnicz@op.pl
 
 
*****************************************************************************************

Jak wygląda najprostszy opis naszej ekonomii? Trudno o jednoznaczną odpowiedź na to pytanie. Tutaj wychodzi na pierwszy plan filozofia ekonomii (to czego nie cierpię). Czyli konflikty typu: ekonomista A ma rację bo…(i tu jego podejście do ekonomii). Ktoś inny powie, że to nie prawda, bo ekonomista B ma rację bo (i tu wykład z filozofii ekonomii kogoś innego). Kiedy szanowni ekonomiści spracują, że ekonomia to nie jest filozofia, tylko nauka empiryczna? Znaczy to tyle, że „na podstawie pewnych badań i spostrzeżeń możemy zaryzykować stwierdzenie, że… (i tutaj hipoteza)”. Problem tylko jest taki, że nie bardzo można sprawdzać poprawności tych hipotez - w metodologii nauk empirycznych każde twierdzenie musi być poparte doświadczeniem i doświadczenie to musi być powtarzalne (tzn. ile razy je wykonam, tyle razy muszą być takie same wyniki). Sęk w tym, że ekonomia jest nauką, w której nie można sobie pozwolić na eksperymentowanie (wszak państwo, które byłoby „poligonem doświadczalnym”, to żywy organizm, a jeśli nasze doświadczenie się nie powiedzie to skutki mogą być opłakane). Do czego zmierzam? Zmierzam do tego, że szanowni ekonomiści nie mają jak weryfikować swoich hipotez. Tak się rodzą szkoły ekonomiczne, gdzie np. jedne sugerują interwencję państwa w ekonomię, a inni twierdzą że nie wolno tego robić. Tworzy to istny bajzej. Tak naprawdę nie ma jednej spójnej myśli naukowej, na której jest oparta współczesna ekonomia! To wszystko jest oparte tylko na matematycznych modelach i filozofii samych ekonomistów! To przerażające! Więc na czym stoimy?

Może na początek geneza. Kapitalizm wyłonił się z wolnego rynku. A skąd się wziął wolny rynek? To najbardziej naturalny system ekonomiczny który powstał, gdy pierwsze plemiona naszych przodków zaczęły ze sobą handlować. Ubocznym efektem wolnego rynku jest wynalezienie pieniądza w postaci złota i srebra (pisałem o tym tutaj). To działało do momentu, gdy bankierzy zaczęli wydawać więcej banknotów, niż mogli (bo kiedyś każdy banknot musiał być wymienialny na złoto i srebro - odsyłam tu do artykułu o pieniądzu). Tak zaczęła się era dominacji bankierów w światowej gospodarce. W ten sposób wolny rynek zamienił się w kapitalizm, gdzie to mała grupka bogaczy miała całkowitą władzę nad obiegiem pieniądza. To wszystko ewoluowało, jednak ewolucja ta nie była naturalna. Była ukierunkowana tylko i wyłącznie poprzez bankierów. A jak mogli na nią wpływać? Poprzez pieniądze, które całkowicie kontrolowali. W ten sposób mogli rzucać na kolana największych mocarzy tego świata. W końcu w 1929 roku bankierzy wywołali tzw. Wielką Depresję, by zwiększyć swe wpływy, a w 1971 roku zmusili prezydenta Stanów Zjednoczonych do usunięcia standardu złota. Od tej pory ilość pieniądza w obiegu mogli kontrolować poprzez stopy procentowe, co nadaje im władzę absolutną nad ilością i wartością pieniądza. Ten system funkcjonuje do dzisiaj. Obecna gospodarka oparta jest na pieniądzu fiducjarnym. A pieniądz ten powstaje przez… dług. Zatem nasza ekonomia oparta jest na długu. Gdyby nie było długów, nie było by pieniądza. Jeszcze inaczej: gdybyśmy spłacili wszystkie długi jakie są na naszej planecie, to byśmy byli na zerze.

ILOŚĆ PIENIĄDZA = ILOŚĆ DŁUGU

Tylko… co z odsetkami? Każda szanująca się pożyczka wiąże się z odsetkami. Więc gdzie są pieniądze potrzebne do spłaty długu wraz z należnymi odsetkami??? Nigdzie, bo pieniądze na odsetki nigdy nie zostały wytworzone. One nie istnieją. Więc spłacamy je kasą pochodzącą… z innego długu. Tak wpadamy w istny ocean zadłużenia!!! I o to chodzi. Nie da się całkowicie uwolnić narodu od długu!!! Pamiętacie tekst o współczesnym niewolnictwie? Czy widzicie podobieństwa?

Gdybyśmy spłacili wszystkie długi jakie są na naszej planecie, to nadal bylibyśmy zadłużeni.

Dlatego każdy z nas zmuszony jest do pracy. Dlatego musimy ciągle pracować, by zwiększać PKB. Z tego wypracowanego PKB, będą spłacane kolejne raty pożyczek, które generują pieniądz - ten sam, który zarabiamy. I tak to się kręci. W końcu przyjdzie czas, gdy te odsetki są tak duże, że nie będzie się dało ich spłacić za pomocą wypracowanego PKB ( w takiej sytuacji jest np. Grecja). Wtedy system musi się zresetować i tzw. rynek Byka (okres prosperity) załamuje się.

W ekonomii opartej na długu, określonym w ten sposób, rosnące PKB kojarzone jest ze zwiększoną ilością pieniądza w kieszeniach obywateli, co generuje dobrobyt. Jest to zwyczajne kłamstwo, bo od tych pieniędzy jest naliczany procent. Oznacza to, że co około 40 lat era wzrostu PKB w stosunku do długu musi się załamać: prosperita nie może istnieć w nieskończoność (liberałowie bardzo często mówią, że gospodarka oparta na liberalizmie może generować wieczny wzrost, co jest bzdurą - to jest całkowita nieprawda w obecnym systemie ekonomicznym!).

A dzieje się to co około 40 lat. Więc może przyjrzyjmy się jak sobie z tym radzono w poprzednim stuleciu. Mamy rok 2013, czyli 2013 - 40 = 1973. Co się wydarzyło w tym okresie w światowej gospodarce??? Zniesiono ostatecznie standard złota. Tak poradzono sobie z zapaścią. Ok, odejmujemy kolejne 40 lat: 1973-40 = 1933. Co się działo w tym okresie? Wielki Kryzys. Czyli nie poradzono sobie z zapaścią. Jak widać żyjemy w czasach, gdy kolejny okres Byka się kończy. A moim zdaniem ta zapaść będzie gorsza niż Wielka Depresja z 1929 roku. Jest jeszcze coś, co wróży ekonomiczny Armagedon. Pamiętacie mój post o marnowaniu surowców? Kapitalizm nie ma żadnych systemów obronnych przed skończeniem się zasobów naturalnych. W zasadzie żaden z wprowadzanych systemów nigdy nie był na to przygotowany. Obecny kapitalizm w oparciu o chciwość biznesmenów i bankierów liczy się tylko z ilością zer na koncie bankowym, a nie na przyszłości naszej cywilizacji, bo ważne jest „tu i teraz”. Dzięki takiemu postępowaniu nasze wnuki cofną się gdzieś do cywilizacyjnego średniowiecza. Co się stanie, gdy nagle wydobędzie się mniej ropy? Albo gaz się nagle skończy? Albo znajdziemy za mało miedzi lub krzemu? Wtedy obecny system upadnie i to z ogromnym hukiem. I już się nie podniesie.

A jak się to ma do naszych filozofów ekonomii? Ano nijak. Każdy z nich próbował w zasady wolnorynkowe wetknąć w kapitalizm w którym faktycznie żyli. To coś podobnego, co komuniści zrobili z socjalizmem: wmawiali ludziom i sobie samym że mają socjalizm, a w rzeczywistości mieli coś zupełnie innego. Socjalizm nigdy nie został wprowadzony w życie - wie o tym każdy kto czytał choć artykuł na wikipedii o tym systemie. Podobnie wolny rynek nigdy nie został wprowadzony od średniowiecza. Było wprowadzane coś co samo siebie nazywało wolnym rynkiem, a w istocie było czymś innym. Do dziś ludzie popełniają błąd poznawczy i utożsamiają socjalizm z komunizmem, a to przecież dwie różne rzeczy. Wolnościowi ekonomiści nigdy nie pofatygowali się też by założyć w swych rozmyślaniach, że surowce się kiedyś skończą (przynajmniej ja się z tym nigdy nie spotkałem).

By było jasne: ja nie jestem zwolennikiem ani wolnego rynku, ani kapitalizmu ani socjalizmu. Jednak uważam, że trzeba na gruzach kapitalizmu który już teraz się wali, zbudować zdrowy wolny rynek, który będzie podstawą na nowy system - coś czego nasza cywilizacja jeszcze nie widziała. Ale o tym też będę jeszcze tutaj pisać :)