Apokalipsa stosowana

Data: 05.12.2012 23:18

Koniec roku jest okresem podsumowań. Głównie finansowych. Dlatego też wielu ekonomistów w tym okresie przejawia wzmożoną aktywność. W niektórych przypadkach można ją określić jako aktywność frustracyjną.

Niektóre wywiady naszych rodzimych proroków uznających się za fachowców w dziedzinie ekonomii powinny być opatrzone klauzulami" Tylko dla dorosłych", "Uwaga, sceny drastyczne", lub też "Tylko dla ludzi o mocnych nerwach". Już na pewno nie powinny ich czytać lub oglądać osoby z pobudzoną wyobraźnią. Bowiem zobaczą w swoich myślach istną Apokalipsę.

Wizję, w której na ulicach będą leżały zwłoki ludzi zmarłych z głodu. Wokół będą się snuły żebrzące dzieci. Biznesmeni będą masowo polełniać samobójstwa, a na półkach sklepowych nie będzie nawet octu.

Wszystko za sprawą nadchodzącego kryzysu. Kryzys idzie. Zbliża się. Nie widomo tylko w jakiej jest odległości. Jest jak Yeti. Wszyscy wiedzą, że istnieje, ale nikt go jeszcze nie widział.

I to właśnie jest największy problem dla naszych ekonomistów. Taki stan rzeczy pogłębia frustrację. Paradoksalnie powodem frustracji nie jest bynajmniej nadchodzący kryzys, ale jego brak.

Bo czym by tutaj postraszyć? Najlepiej okazać czterech jeźdźców Apokalipsy: Wojnę, Zarazę, Głód i Śmierć.

Wojnę już mamy. Zarazy też pewnie można by się doszukać. Głód i Śmierć przyniesie kryzys.

Jak niewiele potrzeba żeby zostać prorokiem. Wystarczy być sfrustrowanym ekonomistą.

Chęć zwrócenia na siebie uwagi jest silniejsza od potrzeby obiektywnego przedstawienia rzeczywistości.

Można przecież zafundować gawiedzi nudne i skomplikowane wyliczanki, ale to jest mało atrakcyjne. Gawiedź domaga się ofiar. Żeby były ofiary musi być zło. Albo obecne, albo to które dopiero nastąpi.

Żeby twierdzić, że jest gorzej to trzeba wskazać grupy ludzi, którym jest gorzej, oraz punkt odniesienia. To znaczy okres, w którym było lepiej.

To, że nie dzieje się najlepiej w Europie nie jest żadną tajemnicą. Tutaj nikt Ameryki nie odkrywa.

Obecnie funkcjonujemy w systemie naczyń połączonych. Pogarsza się wokół nas, pogarsza się i nam. W gospodarce następują normalne cykle koniunktury i dekoniunktury. Każde ekonomista o tym wie. Chyba, że mu się tylko wydaje, że jest ekonomistą. Istotne jest tylko to, jak bardzo gospodarka odczuje kolejny cykl dekoniunktury. Może to być zwykłe spowolnienie takie jakie mamy obecnie, może też powstać głęboki kryzys.

Nie jest niczym nowym, że w celu wywołania określonego wrażenia używa się wielkich słów.

Trzeba tylko wziąć pod uwagę, że w określonych sytuacjach takie słowa mogą nie wywołać określonego skutku.

Obecnie statystyki wskazują zmniejszenie się wzrostu gospodarczego wywołanego kryzysem w Europie. Wszystkim się zmniejsza. Zmniejsza się budżetowi państwa, zmniejsza się również budżetom domowym. Być może są grupy, którym się zwiększa. Sądzę jednak, że są one nieliczne.

Ekonomiści Apokalipsy stosują starą sztuczkę. Bardzo szybko zapominamy o przeszłości, więc bardzo łatwo wmówić jaki to kiedyś panował dobrobyt.

Tak też było krótko po zmianie systemu. Już po kilku miesiącach na murach pojawiły się napisy "Komuno wróć". Czyli szybko zatęskniono do pustych półek, do braku wolności słowa i rzeczywistego życia w ubóstwie.

Apokaliptyczni ekonomiści wskazują na przeszłość, która obwitowała w dobrobyt. jednak nie określają precyzyjnie, którą przeszłość mają na myśli. Czy tę sprzed 10 lat z 20% bezrobociem?

Czyżby to miałby być punkt odniesienia? Bo do kogo lub czego porównują sytuację w Polsce?

Do Grecji i Hiszpanii z 25% średnim bezrobociem, w tym 50% wśród młodych ludzi?

Może ktoś naszą młodzież zapyta, czy tęskni za takim dobrobytem.

Źle jest i źle będzie. Tak było i tak jest. Zawsze będą grupy ludzi, którym będzie się gorzej powodziło niż innym. Zawsze też będą cykle gospodarcze.

Choćby nie wiem jaki panował dobrobyt to i tak będzie narzekanie, że jest źle.

Można więc realnie oceniać fakty, że teraz jest gorzej niż rok, dwa trzy lata temu.

Natomiast nie można w imię partykularnych interesów wywoływać jeszcze większej frustracji tłumu, tylko dlatego, że ktoś inny przebiera nogami żeby dorwać się do władzy.

Zbiera się w jednym miejscu 20 ekonomistów i każdy z nich inaczej widzi rzeczywistość i każdy stawia inną diagnozę.

Poglądy niektórych ekonomistów są ściśle skorelowane z poglądami określonych partii politycznych. W tym momencie kończy się ekonomia, a zaczyna polityka.

Panowie ekonomiści powinni się więc zdecydować, czy chcą uprawiać ekonomię, czy politykę.

Nie znam bowiem ekonomistów niezależnych. Każdy ma jakieś poglądy i to one często determinują ich sposób myślenia. Bowiem łatwo można zauważyć jakim grupom społecznym chcą się przypodobać. Dziwnie pokrywa się to z elektoratem okreśłonych partii politycznych.

Czyli jeśli chce się pozyskać głosy emerytów i rencistów to trzeba przed nimi rozwinąć wizję przyszłej Apokalipsy. Pewne grupy jednak na to się nie nabiorą.

Rzeczywistość jest, jaka jest. Zmienić ją może tylko wspólne działanie, a nie napuszczanie jednych na drugich. Każda wojna niesie ze sobą straty po obu stronach. Natomiast zwykle politycy wychodzą z tego obronną ręką.

Społeczeństwu należy przekazywać rzeczywistą informację o faktach, a nie spreparowaną na użytek partii politycznych. Może kiedyś przyjdzie czas, że ktoś zmieni system na taki, w którym będzie się karać za przedstawianie projekcji w celu osiągnięcia określonych korzyści, kosztem dużych grup społecznych. Obecnie nikt za to nie ponosi żadnych konsekwencji. I nie chodzi tutaj o wsadzanie do więzienia, ale o dożywotni zakaz pełnienia funckji publicznych.

Obecnie taki wyrok może wydać tylko społeczeństwo. Jednak jak widać społeczeństwo karze samo siebie. Wydając wyroki co cztery lata. Sprawcy nadal mają się dobrze.

Jeśli kryzys nie nadejdzie to znaczy, że należy go wywołać. Bo przecież im gorzej, tym lepiej.

Jednak ocena tego czy komuś żyje się dobrze, czy źle jest oceną subiektywną. Ten odbiór można bardzo łatwo zmienić. Wystarczy pokazać, że ktoś inny ma lepiej. W tym momencie ukazuje się nam nasza bieda w całej okazałości, której do niedawna nie zauważaliśmy.

Oczywiście ekonomiści wskazują jak należy to zmienić, nie omieszkując dodać, że najlepiej gdyby to właśnie oni tego dokonali. Kto będzie winny jeśli okaże się, że te programy nie przyniosły rezultatów? Poprzedni rząd. Kto poniesie tego koszty? Społeczeństwo.