Wybory samorządowe

Więcej referendów lokalnych

Gazeta Wyborcza o Demokracji Bezpośredniej

Data: 09.11.2014

Referendum Cały tekst :
"Daj zarobić Twoim znajomym nawet 1500 zł za jeden dzień pracy", "Praca radnego łatwa dla każdego" - takimi hasłami członkowie Demokracji Bezpośredniej zachęcali do kandydowania w wyborach samorządowych.

Wygląda na to, że akcja była skuteczna, bo DB zarejestrowała swoje listy we wszystkich województwach w wyborach do sejmików. Uczestniczyła więc w losowaniu numerów list ogólnopolskich obok największych partii i dostała numer 2. Nie udało się to znacznie większemu Twojemu Ruchowi, który ma pieniądze z budżetu i struktury ogólnokrajowe.

Demokracja Bezpośrednia powstała w 2012 r. w Krakowie po protestach anty-ACTA oraz odrzuceniu przez Sejm wniosku "Solidarności" o referendum w sprawie wieku emerytalnego. Sprowokowani tymi wydarzeniami "działacze od lewej do prawej strony", jak można przeczytać na stronie internetowej partii, skontaktowali się ze sobą przez internet i powołali do życia nowe ugrupowanie. W większości są to ludzie młodzi, studenci, przedsiębiorcy lub rozgoryczeni eksczłonkowie partyjnych młodzieżówek komunikujący się głównie w sieciach społecznościowych.

- Nieważne, czy jesteś prawicowcem, czy lewicowcem, bo jako zwykły obywatel nie masz nic do powiedzenia w tym państwie - wyjaśnia rzecznik prasowy partii Paweł Tanajno. Sam ma 38 lat, na co dzień zajmuje się marketingiem internetowym.

I dodaje: - Dlatego postanowiliśmy odsunąć kwestie światopoglądowe na dalszy plan i skoncentrować się na zmianie zasad. Do partii bierzemy wszystkich chętnych, o ile zgadzają się z naszymi postulatami. Wyjątkiem są sympatycy Korwin-Mikkego, którzy uważają, że obywatele to głównie idioci i można odebrać im prawa wyborcze - mówi rzecznik.

Członkowie partii wypisali aż 25 postulatów, których fundamentem jest uczynienie z referendum faktycznego narzędzia decydowania o najważniejszych sprawach w państwie. W tym celu DB domaga się zniesienia progu frekwencji, prawa przeprowadzenia referendum w każdej sprawie państwowej i uznania wyników za wiążące dla Sejmu. Postuluje też możliwość odwołania posłów i wetowania w drodze referendum ustaw przyjętych przez Sejm.

- Kto zarządza ugrupowaniem? - pytam Tanajnę. Rozbawiony odpowiada: - U nas wszelkie decyzje podejmowane są oddolnie przez szeregowych członków. Śmiejemy się, że zarząd jest od cieciowania, czyli zarządzania partią od strony organizacyjnej. W innych partiach jest wódz, który trzyma wszystkich za mordy. U nas tak to nie działa.

Partia ma jednak dziewięcioosobowy zarząd. Przewodniczącym jest Adam Kotucha (student prawa na UJ), wiceprzewodniczącymi - Łukasz Plonus (student finansów i rachunkowości w Sopocie) i Dominik Hernik (student medycyny na WUM). Siedmiu ma mniej niż 35 lat.

Tanajno przyznaje, że kontrowersyjna zachęta do startu w wyborach to prowokacja, choć mówi też o "geście rozpaczy". - Przy tych wyborach zderzyliśmy się ze strasznym zniechęceniem ludzi do polityki. Dlatego chcieliśmy im pokazać, że urząd radnego to nie politykowanie, ale przede wszystkim zwykła praca. I podaje przykład: - Jeżeli namawiam do startu w wyborach urbanistę, specjalistę od rozwiązań ekologicznych w mieście, a on wątpi w swoje kompetencje, to mnie krew zalewa. Bo wiem, że partyjniacy bez żadnych kwalifikacji nie mają takich skrupułów. Poszliśmy na łatwiznę, aby zainteresować jak najwięcej ludzi wyborami - mówi rzecznik.

Dlatego na stronie internetowej partii pojawiły się ogłoszenia w rodzaju: "Dieta 2600 zł co miesiąc za 3 dni pracy. Czym zajmuje się radny? Radny czyta i podejmuje decyzje. Jeśli lubisz czytać i lubisz podejmować decyzje - zostań radnym".

Demokracja Bezpośrednia ma na razie ok. 250 członków w całym kraju. Na listach do sejmików wojewódzkich 95 proc. to bezpartyjni społecznicy. - Dla nas najważniejszą cechą polityka jest posłuszeństwo, ale nie wobec zarządu, tylko wobec obywateli, którzy go wybierają - deklaruje Tanajno.

- To kolejny przykład narastającego od dawna na Zachodzie trendu, który dowodzi, że młodzi wcale nie przestają się interesować polityką, tylko zmieniają formę swego zaangażowania z konwencjonalnej na bardziej uczestniczącą - mówi prof. Krystyna Szafraniec, socjolog z UMK w Toruniu. - To, czy Demokracji Bezpośredniej uda się zmienić reguły gry politycznej, zależy jednak nie tyle od liderów, których w ruchu programowo nie ma, ile od samych obywateli. Mam pewne obawy - w starym politycznym środowisku rewolucyjne rozwiązania z trudem się przyjmują.

W obecnych wyborach samorządowych Demokracja Bezpośrednia zarejestrowała listy we wszystkich województwach.

Cały tekst: » http://wyborcza.pl/1,75478,16893797,Demokracja_Bezposrednia_startuje_w_wyborach_do_sejmikow.html#ixzz3Hjke0Vyu